czwartek, 20 sierpnia 2015

#2.

3 lata wcześnie.

Stoję przed lustrem i delikatnie gładzę mój już zaokrąglony brzuszek. To początek czwartego miesiąca. Nie wiem dlaczego czuję w sobie okropny niepokój. Wszystko jest dobrze, nasza kruszynka rośnie zdrowo pod moim sercem, między mną a Timo też wszystko układa się tak jak powinno. Jestem otoczona miłością i zrozumieniem a i tak czuję, że stanie się coś złego.
Odrzucam od siebie te myśli słysząc zamykające się drzwi. Wychodzę z sypialni i widzę mojego narzeczonego mimowolnie uśmiech wkrada się na moją twarz.
-Jak się dziś czujecie? - pyta przykładając rękę do brzuszka.
-Bardzo dobrze się dzisiaj czujemy. - mówię uśmiechając się coraz bardziej.

Wtedy nic nie wskazywało na to, że nasza sielanka zakończy się w tak nieoczekiwany sposób. Spałam gdy poczułam straszny ból gdzieś w dole brzucha, myślałam, że to tylko zwykły skurcz i szybko minie, niestety ból z minuty na minutę się nasilał. Otworzyłam oczy i podciągnęłam się do pozycji pół siedzącej.
-Timo obudź się, słyszysz? - mówię przestraszonym głosem ciągnąc chłopaka za rękę. -Timo!
Gdy brunet się budzi mówię mu, że musimy jechać do szpitala, bo coś dzieje się z naszym maleństwem, jednak gdy odkrywam kołdrę i próbuję wstać na prześcieradle zauważam plamę krwi. Patrzę przestraszona na chłopaka, ten jednak zachowuje zimną krew i biorąc mnie na ręce zanosi do samochodu.
W szpitalu od razu zostałam przyjęta na oddział. Nie pozwalają Timo zostać ze mną i zabierają mnie na badanie. Po minach pielęgniarek i lekarza widzę, że dzieje się coś złego, tracę przytomność.
Nie wiem ile byłam nieprzytomna, ale gdy się ocknęłam w sali widzę tylko mojego narzeczonego z zatroskaną miną. Widzę jego smutne, załzawione oczy i dociera do mnie, że coś złego stało się z naszym maluszkiem.
Timo bierze w swoje zimne dłonie moją dłoń i mocno ściska, nawet na mnie nie patrzy, nie stara się nic mówić. Ja już wszystko wiem, naszego maleństwa już nie ma, poroniłam.

Po powrocie do domu nie mogłam znaleźć sobie miejsca, nie mogłam patrzeć na smutnego bruneta, nie dawałam już rady słuchać tych wszystkich wyrazów przykrości, słów pokrzepienia. Potrzebowałam zostać sama, pogodzić się z tą stratą. Niestety to poskutkowało tym, że strasznie oddaliłam się od bruneta.

Namówiłam moją przyjaciółkę na powrót do Polski. Zgodziła się mimo że obie miałyśmy tutaj ułożone życie, dobrą pracę mimo młodego wieku. Obie za moją namową zdecydowałyśmy się znowu diametralnie zmienić nasze życia.

Teraźniejszość.

Wolny dzień w mojej pracy to naprawdę rzadkość a fakt, że Kamila ma wolne w tym samym dniu to omal święto! W takie dni nie robimy zazwyczaj nic nadzwyczajnego tym razem też tak było. Siedzimy w dresach, opychamy się dobrym jedzeniem i oglądamy seriale. Nasze sielankowe odpoczywanie przerwał dzwonek do drzwi.
-Nie otwieraj, udawajmy, że nas nie ma! - burczy brunetka kładąc się na całej długości kanapy. Bez namysłu podchodzę do drzwi, przekręcam klucz i otwieram je na całą szerokość. Osoba, która stoi w progu mojego mieszkania nie spodziewałam się jeszcze kiedykolwiek zobaczyć.
-Cześć, wpasowałem się do mojego świata, ale nie potrafię o Tobie zapomnieć.
Zostaję bez słowa.


____________________
potrzebowałam wyładować wszystkie emocje, a to kiedyś najbardziej mi pomagało i nadal tak jest. a poza tym Kamila strasznie mnie męczyła, więc proszę Cię bardzo. ; >

piątek, 24 lipca 2015

#1.

Jak zwykle zaspana, jak zwykle spóźniona, jak prawie zawsze zła na cały świat – to cała ja. Nie wiem jak to się dzieje, że nigdy nie mogę wybrać się na czas, zawsze coś mnie powstrzymuję! W ekspresowym tempie pakuję moją walizkę pełną kosmetyków i łamiąc większość przepisów ruchu drogowego pędzę żeby zdążyć na sesję, czyli dzień jak co dzień.
Zdyszana wpadam do studia fotograficznego i już z daleka widzę krzywe spojrzenie Mariusza – głównego fotografa sesji.
-Czy Ty nigdy nie możesz być punktualnie?!
-A czy Ty pierwszy raz w życiu robisz ze mną sesję? -odpowiadam pytaniem na pytanie idąc w wyznaczone dla mnie miejsce pracy. Szybko rozkładam zawartość mojej magicznej walizki i zapraszam pierwszą modelkę na make up.
Na sesjach jak ta nie ma czasu na doskonały makijaż, modelka ma po prostu dobrze wyglądać na zdjęciach, więc malowanie idzie niemalże maszynowo – jedna pomalowana, następna do malowania i tak w kółko.
Korzystając z chwili wolnego biorę telefon pstrykam zdjęcie backstage i wrzucam je na tak popularnego w dzisiejszych czasach instagrama – mając taką pracę jak moja trzeba się promować we wszelkich mediach społecznościowych to głównie tak dostaje się nowe zlecenia, zdobywa nowe znajomości. Przy okazji oczywiście przeglądam co kto nowego wrzucił do sieci. Moją uwagę przykuwa jedno zdjęcie. Dawno nie był aktywny w internecie, nie wiedziałam jak teraz wygląda, czy bardzo się zmienił. Westchnęłam tylko i odłożyłam telefon. Nie ma co roztrząsać przeszłości, czasu się nie zmieni.
Pracę skończyłam jak zwykle późno i jak zwykle byłam niesamowicie głodna. Zanim wsiadłam do samochodu wyciągnęłam telefon i wystukałam krótką wiadomość 'Szykuj coś dobrego, jadę bardzo głodna!' i wysłałam ją do przyjaciółki.
Po nie całych dwudziestu minutach parkowałam pod jedną z popularniejszych knajp w mieście. Wchodząc przywitałam się z osobami za barem i usiadłam przy ulubionym stoliku. Nie musiałam długo czekać żeby z kuchni usłyszeć głośny zaraźliwy śmiech należący do Kamili. Po chwili brunetka szła w moją stronę z pięknie wyglądającym talerzem.
-Ty mnie po prostu wykorzystujesz. - mówi siadając po przeciwnej stronie stolika.
-A Ty się dajesz. - mówię to i pokazuję jej mój uśmiech numer pięć.
-Jedz szybko, ja idę się przebrać, zabieram to pyszne wino, które mam w szafce i jedziemy do Ciebie. - mówi rozkazującym tonem i zanim zdążę jakkolwiek zareagować jej już nie ma.
-Tak jest mamo. - mówię do siebie wkładając do buzi kolejny widelec pyszności.

*
Siedząc i pijąc wino z Kamilą mało się odzywam co nie uchodzi uwadze brunetki.
-Ciężki dzień czy jak? - pyta popijając kolejny wyk wina.
-To, że ciężki to swoją drogą, po prostu zobaczyłam.. to znaczy On wrzucił nowe zdjęcie, zobaczyłam je i wróciły wszystkie wspomnienia. - resztkę wina wypijam duszkiem i stawiam kieliszek na stoliku.
-To napisz do niego, zapytaj jak się ma albo po prostu bądź z nim szczera i napisz, że za nim tęsknisz.
-Nie, już za późno na takie wiadomości, minęły prawie trzy lata, za późno na powroty. - mówię twardo i nalewam nam obu kolejną porcję wina.
Gdy zostaję sama biorę długą, ciepłą kąpiel. Czuję się bardzo zmęczona a ilość wypitego alkoholu tylko potęguje to uczucie. Przed położeniem się spać, siadam na moment do komputera i odpalam playliste, której nie słuchałam przez długi już czasu. Pierwsze dźwięki puszczonego utworu wywołują falę wspomnień, pierwsze słowa a ja czuję jak gdyby to wszystko stało się zaledwie wczoraj. Niewiele myśląc klikam na ikonkę przeglądarki i loguję się do skrzynki e-mail. Otwieram nową wiadomość i piszę parę słów:

Chciałabym tylko wiedzieć co u Ciebie, jesteś sam? Wpasowałeś się do swojego świata?

Anastazja

Odbiorca: Timo S.

Wyślij.  

niedziela, 5 stycznia 2014

Czy w międzyczasie to coś z nas uleciało, kochanie?


To naprawdę była wielka miłość, taka najbardziej wyśniona i wymarzona. Wiem, że brzmi to strasznie tandetnie, ale taka była prawda. Jak przypomnę sobie te wszystkie lata wstecz to byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, ale może zacznijmy od początku.
Poznaliśmy się w 2004 roku i nie, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Śmiało mogę powiedzieć, że była to raczej ogromna niechęć do siebie, oboje byliśmy wtedy strasznymi gówniarzami.
Wprowadził się do klatki obok, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że gra w Płomieniu. Widywałam go tylko czasami gdy mijaliśmy się na chodniku, zawsze był sam, a nie był wiele starszy ode mnie strasznie mnie to wtedy dziwiło. Już wtedy był cholernie przystojny, o ile o szesnastoletnim, chudzielcu można powiedzieć, że jest przystojny.
Początkowo w ogólnie nie zwracaliśmy na siebie uwagi, był po prostu chłopakiem z klatki obok.
Nie pamiętam dokładnie jaki był to miesiąc, ale na dworze było już dość ciepło. Wiem, że jak co rano wybrałam się z Saszą na spacer. Kochałam tego psa.
Jak codziennie pobudka o piątej rano, spakowanie się do szkoły, ubranie w dres, założenie biegówek i poranny trening, powrót, szybko prysznic, śniadanie, szkoła, trening, prysznic, obiad, lekcje, chwila czasu wolnego i znowu trzeba iść spać. Tyle mam z mojego dzieciństwa. Co coraz bardziej zaczyna mnie wkurzać, bo moje koleżanki mają mnóstwo wolnego czasu, mogą spędzać ze sobą czas, chodzić na mecze Płomienia, odpocząć, ale z drugiej strony bieganie to jedyne co zostało mi po mamie.
-Tak i ty też Sasza, ty też. - mówię do białego samojeda,który ociera się o moje nogi.
Razem z psem zbiegam po schodach, na dole puszczam Sasze ze smyczy, bo nikt normalny nie chodzi po naszym osiedlu o takiej godzinie. Zaczęłam się powoli rozciągać, gdy usłyszałam szczekanie psa.
-Sasza do nogi! - krzyczę na samojeda, który podbiegł do jakiegoś chłopaka i zaczął szczekać. Gdy pies nie reaguje na moje wołanie podchodzę do niego i chwytam za obroże.
-Przepraszam nie wiem co w niego dzisiaj wstąpiło. - mówię zapinając go na smycz. Dopiero wtedy spostrzegam, że ów chłopak to ten nowy z klatki obok. Brunet spojrzał na mnie srogo.
-Nie wiesz smarkulo, że takie bydle trzeba trzymać na smyczy? Co gdyby mnie ugryzł? - burknął na mnie złowrogo.
-Oho, pan dorosły się odezwał. Gdybyś nie był takim ignorantem wiedziałbyś, że to łagodny pies. A gdyby cię ugryzł to może przestałbyś być takim bucem. - mruknęłam również nie miło. Brunet nie wiedział co powiedzieć. Co on myślał, że tylko on jest wyszczekany? Akurat w pyskowaniu to ja jestem mistrzynią.
-Chodź Sasza, bo jeszcze zarazimy się głupotą. - pociągnęłam psa za smycz i ostentacyjnie odeszłam.
-Gówniara! - usłyszałam za sobą jego krzyk. Aż się we mnie zagotowało.
-Buc! - odkrzyknęłam chłopakowi i zła rozpoczęłam mój poranny trening.
Na prawdę tak wtedy o nim myślałam! Zresztą sam się na takiego kreował, teraz już wiem, że to była tylko maska, ale wtedy nieźle darliśmy koty. Nasza niechęć do siebie była na początku tak ogromna, że nawet widok Zbyszka na chodniku wywoływał we mnie złość. Nie wiem ile to trwało, tak z dobre kilka miesięcy. Robiliśmy sobie na złość. Wiedziałam, że podobam się Bartmanowi, więc specjalnie zadawałam się z chłopakami których brunet nie lubił,zresztą on nie był lepszy, bo spotykał się z moją największą rywalką na bieżni. Z czasem nasze relacje się poprawiły do tolerowania siebie, ale to również się zmieniło.
Ktoś jest chyba nie poważny. Jest grubo po dwudziestej trzeciej a ktoś dobija się do mieszkania, a może to sen? Tak to na pewno sen, tylko mi się to śni. Chyba jednak nie, bo pukanie nie chcę ustać.
Zaspana w za dużej piżamie podchodzę do drzwi i bez zastanowienia je otwieram. Doznaje szoku widząc w moich drzwiach Bartmana z nietęgą miną. Widząc mnie brunet się odzywa.
-Obudziłem cie? Przepraszam nie chciałem, po prostu wróciłem od rodziców z Warszawy i zapomniałem kluczy do swojego mieszkania. Tak jakby nie mam gdzie się podziać na noc. - powiedział to tak szybko, że nie wszystko zrozumiałam. We znaki dawało mi się również moje zaspanie.
-Nie lubię cie, ale nie pozwolę nikomu spać na mrozie. - mówię wpuszczając bruneta do mieszkania. Zbyszek gramoli się do przedpokoju ze swoimi walizkami.
-Może powinienem zapytać twojego ojca czy mogę zostać?
-Tata jest w delegacji, wróci dopiero w sylwestra. - mówię prowadząc chłopaka do salonu. -Rozłóż sobie kanapę a ja idę poszukać poduszki i jakiejś czystej pościeli.
-Wystarczy jakiś koc, nie chciałbym ci robić problemu. - mówi i z zakłopotaniem drapie się po głowie.
-Oh, zamknij się Bartman.
W sypialni taty znalazłam nowy komplet pościeli. Gdy wróciłam do salonu brunet przyglądał się zdjęciom ustawionym na komodzie.
-Proszę tutaj masz czystą poście. - mówię kładąc ją na kanapie.
-Twoja mama jest piękną kobietą. Mieszka w innym mieście? - pyta.
-Nie, moja mama nie żyje od pięciu lat. - mówię cicho, spoglądając na zdjęcie z naszych ostatnich wspólnych wakacji.
-Przepraszam ja.. ja nie wiedziałem. - mówi zmieszany.
-Nic się nie stało, nie miałeś skąd wiedzieć. - uśmiecham się nikle w jego stronę. -Ale to fakt była piękna, żałuje, że nie miałam okazji tak do końca jej poznać, z opowieści taty była po prostu aniołem.
-Jeśli mogę zapytać, była chora? - brunet usiadł obok mnie na kanapie. Nawet nie wiem kiedy zaczynam opowiadać Bartmanowi historię mojego życia.
-Miała białaczkę, jedynym ratunkiem był przeszczep szpiku, ale nie znaleziono dawcy a mama nie miała siły już walczyć. Nie pamiętam tego tak dokładnie, miałam wtedy tylko dziewięć lat. To..to było coś po czym człowiekowi nie chcę się żyć, nie ma na to siły, chęci. Do dzisiaj z tym walczę, jestem tylko dzieckiem, które za wcześnie straciło ukochaną mamę, bo nie mogłam sobie wymarzyć lepszej mamy. Wiem, że gdyby żyła byłaby moją najlepszą przyjaciółką, że rozumiałaby mnie jak nikt. Najgorsze jest to, że zaczynam zapominać jaka była, jak wyglądała, gdyby nie te wszystkie zdjęcia to zapomniałabym jej twarzy. - mówiąc to po moim policzku mimowolnie spłynęła łza, którą szybko otarłam wierzchnią stroną dłoni.
-Spokojnie, łzy to nic złego. - brunet mówiąc to chwyta moją dłoń a przez całe moje ciało przechodzi przyjemne ciepło. -To dzięki mamie biegasz?
-Tak, zdecydowanie dzięki niej. W Rosji mama była dwukrotną mistrzynią juniorów, seniorską karierę miała zacząć tutaj w Polsce, przyjechała tutaj na studia, gdzie poznała mojego ojca, zaczęła tutaj biegać, zdobywała jakieś osiągnięcia a potem pojawiłam się ja i mama już nigdy nie wróciła do biegania mimo tego zawsze mówiła, że jej największym sukcesem byłam ja. - mówiąc to już nie powstrzymywałam łez, cokolwiek mówiłam o mojej mamie wywoływało u mnie łzy.
Nie wiem jak to się stało, ale gdy skończyłam mówić tonęłam w ciepłym uścisku Bartmana. Pierwszy raz nie opierałam się przed bliższym kontaktem z nim, pierwszy raz nie był bucem, był po prostu Zbyszkiem. A ja potrzebowałam teraz poczuć, że ktoś przy mnie jest.
-Nie płacz, twoja mama byłaby z ciebie bardzo dumna wiesz? -mówiąc to głaskał mnie po plecach, a ja płakałam w jego koszulkę.
Wtedy tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że tak zachowanie Zbyszka to tak tylko powłoka ochronna, która chroni go przed jego własnymi uczuciami. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że będzie miłością mojego życia. Od tamtego wieczora nasze relacje bardzo się zmieniły. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, chodziłam na jego treningi gdy tylko mogłam, kibicowałam mu na meczach, a on wspierał mnie w mojej rozwijającej się karierze biegaczki. Byliśmy parą najlepszych przyjaciół, byliśmy jeszcze za młodzi żeby zrozumieć, że to wtedy tak właściwie zaczynała się nasza miłość.
-Zibi powiedz mi co się dzieje? Cały dzień jesteś jakiś nie obecny. - nie wytrzymuje i pytam bruneta. Odkąd do niego przyszłam, odzywa się półsłówkami albo kiwa tylko głową. Jest wyraźnie czymś zmartwiony.
-Musze ci coś powiedzieć Mania, ale nie mam pojęcia jak. - mówi w końcu drapiąc się po głowie.
-Najlepiej prosto z mostu. No mów, będzie Ci lepiej. - zachęcam go i żeby dodać mu otuchy chwytam za jego dłoń.
-Bo ja..ja przenoszę się do Włoch. Dostałem ofertę z Werony, głupotą byłoby odrzucenie takiej oferty. Wiesz ile mogę się tam nauczyć? To może otworzyć mi drzwi do kariery na najwyższym szczeblu. - gdy to mówił w jego oczach szalało milion iskierek radości.
-O Boże, gratuluje Zbyszek! Zasłużyłeś na to, ciężko pracowałeś żeby dostać takie oferty. - rzuciłam się brunetowi na szyję i mocno przytuliłam. Nie chciałam żeby widział mój smutek. Przecież nie mogę mu powiedzieć żeby został, bo sobie bez niego nie poradzę.
-Mania ja nie chcę żebyśmy stracili kontakt rozumiesz? Będę pisał, dzwonił, obiecuje tylko powiedz, że też tego nie chcesz. Potrzebuje mieć poczucie, że chociaż w listach mam kawałek ciebie przy sobie. - mówił patrząc mi prosto w oczy, a ja po raz pierwszy widziałam go tak poważnego.
-Nie chcę o tobie zapomnieć Zbyszek, bo jesteś ważny w moim życiu. Damy radę zobaczysz, Werona to nie koniec świata. - uśmiechnęłam się w kierunku bruneta a on kolejny raz dzisiejszego dnia przytula mnie do siebie.
Najciężej było chyba na lotnisku. Zbyszek uparł się żeby wylatywał z Katowic, po wielu telefonicznych kłótniach z ojcem, państwo Bartman w końcu ulegli. Pamiętam, że tamtego dnia płakałam od samego rana, czułam straszną tęsknotę za czasem spędzonym z brunetem nawet gdy ten siedział obok mnie.
Katowickie lotnisko stało się właśnie najbardziej nielubianym przeze mnie miejscem na ziemi. Zbyszek zaraz wsiądzie do samolotu i nie wiem kiedy znowu zobaczę jego twarz, poczuje jego dotyk i zapach jego ulubionych perfum. A co będzie jeśli już nigdy go nie zobaczę? Co będzie jeśli o mnie zapomni?
-Będę strasznie za tobą tęsknił Mańka. - mówi wtulony w moje włosy, czuje jego ciepły oddech gdzieś w okolicy mojego ucha i kolana uginają mi się na samą myśl, że za chwilę będę musiała wypuścić go z uścisku.
-Ja za tobą też Zibi, ale damy radę. Zobaczymy się wcześniej niż nam się wydaje prawda? - pytam z nadzieją w głosie, bo bardzo chcę uwierzyć, że wszystko będzie dobrze. Patrząc w czekoladowe oczy Bartmana nie mogę powstrzymać łez.
-Nie płacz błagam Cię, bo zraz sam się rozkleję.- uśmiecha się lekko i ociera kciukiem łzy z moich policzków. -Może to nie jest najodpowiedniejszy moment, ale.. wiem, że byłabyś dla mnie idealną dziewczyną, wiem jesteśmy gówniarzami i to się wszystko może zmienić, ale będziesz na mnie czekać Mania? - powiedział patrząc mi prosto w oczy. Nie byłam zdziwiona, bo czułam dokładnie to samo, na razie jesteśmy jeszcze jak dzieci, ale może po jego powrocie...
-Będę czekać, obiecuje. Cokolwiek będzie się działo będę czekać na ciebie. - powiedziałam na jednym tchu. Widząc jego uśmiech poczułam się spokojniejsza, czuję, że wszystko będzie dobrze.
-Muszę już iść. - mówi szeptem i opiera swoje czoło o moje. Kiwam tylko głową, nie mogę wykrztusić żadnego słowa. Zbyszek mocno mnie przytula, a po chwili czuję jego ciepły oddech na policzku aż w końcu jego ciepłe usta wpijają się w moje wargi.
-Idź już. - mówię cicho gdy się od siebie odrywamy. -No idź, tak będzie lepiej.
Brunet tylko wzdycha i powoli odchodzi, a ja muszę się powstrzymać, żeby nie pobiec za nim i go nie zatrzymać.
Byliśmy jeszcze dziećmi a mimo naszego młodego wieku byliśmy o wiele bardziej dojrzalsi niż nasi rówieśnicy. Pamiętam, że dużo wtedy płakałam, czasami nawet żałowałam tej obietnicy. Szczególnie wtedy gdy minął rok, a Zbyszek postanowił zostać jeszcze rok w Weronie.
Nie wiem ile listów wymieniliśmy w tamtym czasie, ile pieniędzy wydaliśmy na połączenia telefoniczne, ale było warto, bo to co mieliśmy wtedy dwa razy się nie zdarza.
Zatraciłam się wtedy całkowicie w bieganiu, każdą wolną chwilę wykorzystywałam na treningi, doskonalenie siebie i swoich umiejętności. Były tego wyniki, dostałam się do reprezentacji juniorek, zdobyłam medal Mistrzostw Polski do lat osiemnastu, dostałam powołanie na Mistrzostwa Europy do lat osiemnastu. Boże jaka byłam wtedy z siebie dumna, w końcu tyle na to pracowałam. Myślę, że mama wtedy też nade mną czuwała i trochę mi pomogła. Wiedziałam, że mam też wsparcie Zbyszka co bardzo mi pomagało. Tata jaki był ze mnie dumny, chyba nigdy nie widziałam go takiego szczęśliwego. Oh, co to były za czasy!
Tak minął drugi rok pobytu Bartmana we Włoszech, w ciągu tego roku widzieliśmy się raz. Były święta, byłam strasznie przybita, bo Zbyszek miał wtedy nie przyjechać, ale zrobił mi najlepszy prezent świąteczny jaki kiedykolwiek dostałam.
Tata znowu zapomniał kluczy do mieszkania a teraz dobija się do drzwi, chyba będę musiała kupić mu coś na pamięć.
-No idę, idę przecież się nie pali. - mówię przekręcając kluczy w drzwiach. Jakie było moje zdziwienie gdy zamiast taty za drzwiami zobaczyłam Zbyszka. Mojego Zbyszka.
-O mój Boże. - tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusisz. Momentalnie tonęłam w objęciach Bartmana. Po chwili siedzieliśmy już w salonie, śmiejąc się i opowiadając co się u nas działo w ostatnich dniach.
-Jesteś jeszcze piękniejsza niż cie zapamiętałem , te wszystkie zdjęcia nie oddają twojej urody. - powiedział głaszcząc kciukiem mój policzek.
-Ty też już nie jesteś tym chuderlawym chłopcem z klatki obok. - uśmiechnęłam się do niego figlarnie i oparłam głowę na jego ramieniu.
-Cholernie za Tobą tęskniłem wiesz? Czasami miałem wrażenie, że zaraz oszaleje z tej tęsknoty.
-Doskonale znam to uczucie. - mruczę kreśląc palcem nieznane znaki na ręce Zbyszka.
-Dlatego mam dla ciebie coś, co będzie przypominało, że zawsze będę cię kochał, tylko ciebie. - powiedział wyciągając średniej wielkości pudełeczko zielonego koloru. Byłam w szoku słysząc jego słowa.
-No otwórz. - zachęcił mnie wkładając pudełeczko w moje dłonie. Trzęsącymi rękoma otworzyłam zawiniątko a moim oczom ukazał się łańcuszek z okrągłą zawieszką na której małymi literami było wygrawerowane 'Zbyszek +Marianna na zawsze razem'.
-Też cie kocham Zbyszek, zawszę będę kochać. - powiedziałam i zachłannie wpiłam się w jego usta.
Teraz już wiem, że nie ma nic na zawsze, świat pożycza nie daje.
Czekał na kolejny rok rozłąki, Zbyszek dostał propozycję z Turcji, którą oczywiście przyjął. Tą roczną rozłąkę wspominam najgorzej. To był zły rok w mojej karierze. Na treningu paskudnie upadłam i naderwałam sobie wiązadła w kolanie. Ból który wtedy odczuwałam był nie do opisania, na samo wspomnienie przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz. Przechodziłam bardzo długą rehabilitację. Gdy z nogą było już wszystko w porządku zaczęłam powoli wracać do treningów, ale ciągle odczuwalny ból odbieram mi całą przyjemność z biegania. Zadecydowałam o sezonowej przerwie.
W końcu przyszedł 2008 rok. Zbyszek postanowił wrócić na polskie parkiety. Dostał ofertę z AZS'u Częstochowa, którą przyjął. Oboje byliśmy wtedy szczęśliwi, że wreszcie będziemy w jednym kraju, oddzieleni tylko kilkudziesięcioma kilometrami. W końcu mogliśmy się sobą nacieszyć. Każdą wolną chwilę spędzałam w Częstochowie, nie opuściłam ani jednego meczu, który w tamtym sezonie odbywał się na hali Polonia. W tamtym okresie byłam najszczęśliwsza. Miałam przy sobie mężczyznę swojego życia, miałam studia, które lubiłam. Wtedy tak wyobrażałam sobie idealne życie, ale nie trwało to zbyt długo. Po sezonie w Częstochowie Zbyszek postanowił wybrać ofertę, która przyszła z Rosji. Oboje wiedzieliśmy, że to oznacza kolejną rozłąkę. Dodatkowo martwiło mnie to, że liga rosyjska jest tak całkiem inna od polskiej czy włoskiej. Wiedziałam jakie Zbyszek ma umiejętności, ale mimo to bałam się, że w Rosji po prostu sobie nie poradzi. Nie pomyliłam się dużo. Bartman w Gazpromie grał tylko kilka miesięcy. Po powrocie do Polski znowu w naszym życiu zapanowała sielanka. Wtedy podjęliśmy ze Zbyszkiem ważne decyzje, które diametralnie wpłynęły na nasze wspólne życie. Zrezygnowałam z biegania, tak jak kiedyś moja mama zrezygnowała dla mnie, ja zrezygnowałam dla miłości mojego życia. Wspólnie rozważaliśmy oferty, które kluby składały brunetowi. Widziałam jak Zbyszek cieszył się na ofertę z Taranto. Nie pozostało mi wtedy nic innego jak spakować walizki i wieść szczęśliwe życie w słonecznej Italii. Wtedy zrobiłabym dla niego wszystko, jedyne czego chciałam to jego szczęście i mimo wszystko nadal tego chcę.
We Włoszech stało się to co chyba od dawna wisiało w powietrzu. Zbyszek mi się oświadczył.
-Zbyszek wróciłam! - krzyknęłam zamykając za sobą drzwi wejściowe naszego wspólnego mieszkania. -Zbyszek? - zapytałam gdy nie usłyszałam odpowiedzi bruneta. Zaniosłam zakupy do kuchni i zaczęłam szukać Bartmana. W salonie go nie ma, w sypiali ani łazience też nie.
-No gdzie ty jesteś do cholery. - mówię do siebie. W torebce znajduję telefon, zero wiadomości ani nieodebranych połączeń. Na klawiaturze wystukuję tak dobrze znany mi numer jednocześnie wychodząc na wielki taras z którego mamy piękny widok na włoski krajobraz. To co zobaczyłam na tarasie zapierało dech w piersiach. Wszędzie stały poustawiane białe palące się świece, w tle słychać było lekką muzykę a nozdrza przyjaźnie drażnił zapach białych lilij. Na środku stał Zbyszek, ubrany w białą lekko rozpiętą koszulę i ciemne spodnie. W tym wydaniu zawsze wyglądał bardzo pociągająco.
-A to z jakiej okazji? - pytam podchodząc do bruneta. Bartman nie odpowiedział jedynie wpił się zachłannie w moje malinowe usta.
-A musi być jakaś okazja? - pyta odrywając się od moich ust.
-A mam niby uwierzyć, że stałeś się romantykiem? - drażnię się z nim i figlarnie się uśmiecham.
-Właściwie to tak, jest okazja. Prosiłbym cię jedynie żebyś mnie wysłuchała i nie przerywała dobrze? - kiwam głową, a brunet kontynuuje swój wywód.- Znamy się już ponad cztery lata i gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że będę cię tak kochał to po prostu bym go wyśmiał, a teraz nie wyobrażam sobie mojego życia bez ciebie. Byłaś ze mną niemal od początku mojej kariery, zawsze mnie wspierałaś, byłaś dla mnie oparciem w najcięższych chwilach. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i tym samym moją jedyną miłością. Mania zostaniesz moją żoną? - mówiąc to Zbyszek ukląkł przede mną z małym czerwonym pudełeczkiem w dłoniach. Gdy go otworzył moim oczom ukazał się najpiękniejszy pierścionek jaki kiedykolwiek widziałam. Zbyszek delikatnie założył go na mój serdeczny palec i z nadzieją w oczach czekał na moją odwiedź.
-Tak, zostanę twoją żoną. - powiedziałam drżącym głosem i pocałowałam bruneta.
Dzisiaj na moim palcu nie ma już śladu po zaręczynowym pierścionku.
Po sezonie w Taranto przyszedł czas na powrót do kraju i oficjalne potwierdzenie naszych zaręczyn. Tym razem wylądowaliśmy w stolicy. Zbyszek był tym bardziej podekscytowany grą w Politechnice, ponieważ na jednym parkiecie miał występować ze swoim starym przyjacielem za czasów siatkówki plażowej Michałem Kubiakiem.
Po powrocie do Polski zdecydowaliśmy również zaplanować nasz ślub. Całe przygotowania były oczywiście na mojej głowie, ale miałam wsparcie mojego taty oraz mamy Zbyszka, która bardzo mi wtedy pomagała. Pani Bartman to złota kobieta. Pomagała mi w rzeczach w których powinna pomagać mi moja mama i muszę powiedzieć, że godnie ją zastąpiła. Jedyną wspólną decyzją jaką podjęliśmy ze Zbyszkiem był wybór obrączek. Nigdy nie miałam mu za złe, że wszystko musiałam załatwiać i o wszystkim musiałam decydować sama. Widziałam ile go kosztują treningi, mecze i wszystko co było związane z siatkówką. Najważniejsze było to, że był szczęśliwy.
Sama ceremonia zaślubin była jak z bajki. Wszystko poszło zgodnie z planem, ze wszystkiego byliśmy zadowoleni. Bawiliśmy się razem z naszymi wspaniałymi gośćmi do białego rana. Na wspomnienie naszego ślubu mam jedyne do powiedzenia : Ah, co to był za ślub!
Byliśmy tacy szczęśliwi. Nie mogę uwierzyć, że już tego nie ma.
W naszym życiu zaczęło się psuć, gdy Zbyszek miał problemy z klubem. Obiecał, że w Warszawie zostaniemy na dłużej, mieliśmy trochę zwolnić z trybem naszego życia, pomyśleć o dziecku. Zanim o czymkolwiek zaczęliśmy myśleć już szykowała się kolejna przeprowadzka. Fakt taktem nadal byliśmy w Polsce, ale to nie było to co Bartman mi obiecał. Zaczęły się coraz częstsze kłótnie, sprzeczki o byle błahostkę, obrażanie się na siebie. Tym razem padło na Jastrzębski Węgiel. Zbyszek chcąc poprawić nasze relacje podpisał z jastrzębską drużyną dwuletni kontrakt, to mnie trochę uspokoiło. Dodatkowym plusem było to, że blisko miałam mojego ojca, za którym strasznie tęskniłam.
Myślałam, że może być tylko lepiej, ale kolejne rozczarowanie przyszło gdy Zbyszek zmienił decyzję co do powiększenia naszej rodziny. Byłam po prostu smutna. Czułam instynkt macierzyński, chciałam mieć mały owoc naszej miłości. Naszego maluszka na którego przelałabym tą całą miłość którą mam w sobie. Znowu zaczęły się kłótnie, wytykanie sobie błędów, wyolbrzymianie wszystkich sytuacji, które miały miejsce i znowu się godziliśmy. Chwilowa sielanka po kilku tygodniach lub miesiącach znowu zamieniała się w pasmo kłótni. Aż w końcu przestaliśmy się kłócić i godzić.
Wtedy nadszedł okres reprezentacyjny. Myślałam, że to nam dobrze zrobi. Odpoczniemy od siebie, zatęsknimy i wszystko znowu będzie dobrze. Przez długi czas od wyjazdu Zbyszka na zgrupowanie nie odzywaliśmy się do siebie. W końcu Bartman się odezwał. Chciał się upewnić czy będę na meczu w katowickim Spodku, bo tęskni i nie wyobraża sobie, że mnie tak nie będzie.
W Spodku znowu czułam się jak zakochana nastolatka. Zbyszek znowu był mężczyzną, w którym się zakochałam. Cieszyłam się, że mój mąż tak dobrze sobie radzi na nowej pozycji. Cieszyłam się całym jego szczęściem. Ze Spodka udałam się również na mecze finałowe do Gdańska. Planowaliśmy wakacje na których postaramy się odbudować to co psuło się w naszym małżeństwie. Niestety felerny pierwszy mecz finałowego turnieju pokrzyżował nam plany. Widok upadającego Zbyszka na parkiet boiska i jego zwijanie się z bólu do dzisiaj występuje w moich koszmarach.
Co z tego, że mieliśmy dla siebie dużo czasu, że mogliśmy wszystko naprawić skoro każda nasza rozmowa kończyła się krzykiem. Bartman w tamtym czasie był jak tykająca bomba, nie wiadomo było kiedy wybuchnie. Wiem, że bał się wtedy o swoją dalszą karierę, ale sama byłam przecież w takiej sytuacji, rozumiałam jego obawy, złość, rozczarowanie. Zbyszek jednak jakby tego nie zauważał i odsunął się ode mnie. Bardzo mnie to wtedy zabolało. Nie takie zachowanie sobie ślubowaliśmy. Przestaliśmy się kłócić i godzić, za wiele razy strzępiliśmy na siebie języki. Byliśmy razem, mieszkaliśmy razem, ale żyliśmy w dwóch osobnych światach. Wspólne kąpiele zamieniliśmy na dwie kołdry, a patrzenie sobie w oczy na patrzenie w ekran telewizora. Za wszelką cenę jeszcze wtedy chciałam ratować nasze małżeństwo. Nawet nie robiłam awantury, gdy postanowił się przenieść do Rzeszowa żeby móc grać na pozycji atakującego. Myślałam, że nowe miejsce nam w tym pomoże. Głupia, łudziłam się, że jeszcze wszystko może być dobrze. Starałam się być lepszą żoną, kochanką, przyjaciółką. Godziłam się na wszystko, unikałam kłótni, ale w końcu musiałam odpocząć od tej szopki, którą stało się nasze małżeństwo. Pojechałam na kilka dni do ojca mówiąc przed wyjazdem Zbyszkowi żeby wszystko sobie przypomniał, bo to jest ostatni moment żeby uratować naszą miłość.
Błagam Cie Boże żeby on to wszystko sobie przemyślał i wszystko zaczęło się w końcu układać. - przeszło mi przez myśl gdy wchodziłam do naszego rzeszowskiego mieszkania.
-Kocie wróciłam wcześniej, bo mam pilną sprawę w pracy. Tęskniłam za Tobą wiesz? - mówię rozbierając się w przedpokoju. Nie słysząc żadnej odpowiedzi powolnym krokiem kieruję się w stronę naszej sypialni. Moje przerażenie rośnie z każdym krokiem, z sypialni słychać niewybredne dźwięki. W końcu zbieram się w sobie i otwieram drzwi. To co tam widzę początkowo do mnie nie dociera. Widzę mojego męża z inną kobietą w łóżku. Momentalnie moje przerażenie i niedowierzanie przeradzają się w ogromną wściekłość.
-Mania to nie tak jak myślisz! Ja ci to wszystko wyjaśnię! - Bartman próbował się nieudolnie tłumaczyć.
-Ty się zamknij. - mówię pokazując na bruneta. - A ty szmato wynoś się z mojego mieszkania, bo nie ręczę za siebie. - chwytam blondynkę za ramie, zostawiając na nim czerwone ślady moich zaciśniętych palców i wyciągam z łóżka. -No na co czekasz?! Mam ci pokazać gdzie są drzwi?! -krzyczę kompletnie nad sobą nie panując.
-Mańka ja..
-Zamknij się! Jak mi to mogłeś zrobić? Źle ci ze mną było?! Wszystko dla ciebie poświęciłam! Starałam się być dobrą żoną. Przecież było nam ze sobą dobrze. Miałeś mnie kochać na zawsze a ty zdradzasz mnie z jakąś dziwką! - krzyczałam zanosząc się płaczem. Nie mogłam w to uwierzyć, przecież to nie tak miało być, mieliśmy się razem zestarzeć, kochać aż do śmierci.
Od płaczu i emocje jakie w sobie nosiłam nie mogłam ustać na nogach. Osunęłam się po ścianie naszej sypialni i płakałam. Nie słuchałam głupich tłumaczeń Zbyszka, przed oczami miałam jedynie jego kochającego się z inną kobietą.
Na to wspomnienie po moim policzku mimowolnie spływa jedna, samotna łza. Siedzę właśnie w budynku warszawskiego sądu, za paręnaście minut ma zacząć się rozprawa kończąca moje małżeństwo. Do teraz nie mogę w to uwierzyć.
Widząc Zbyszka moje serce nadal zaczyna szybciej bić, bo nadal go kocham. Nie da się od tak przestać kochać miłości swojego życia. Wygląda jak zawsze dobrze, chociaż widzę jego lekko podkrążone oczy. Mnie nie oszuka, za dobrze go znam. A ja? Ja wyglądam jak wrak człowieka, bo utraciłam w życiu to co najważniejsze miłość. Jedyne co mi po niej pozostało to łańcuszek z grawerowanym medalikiem.
Zostaliśmy wezwani na salę rozprawy. Wstaję powoli z ławki na której siedziałam. Z nadmiaru stresu i braku snu mój organizm w końcu się zbuntował przeciwko mnie. Przed oczami zrobiło mi się ciemno, a w głowie zaczęło wirować. Usiadłam z powrotem na ławce żeby chociaż trochę się uspokoić.
-Mania.. Mańka co ci jest? - gdy zawrót głowy minął a przed oczami znowu zrobiło mi się jasno zobaczyłam klęczącego przede mną Zbyszka.
-To już nie twoja sprawa. - odpowiedziałam chłodno, wyrywając dłoń z jego uścisku.
-Mania błagam ci wybacz mi. To nie musi się tak kończyć, to był jednorazowy błąd. Wiem, że od dawna się między nami nie układało, bo zachowywałem się jak palant. Nie doceniałeś tego co miałem. Kocham cie rozumiesz? Kocham cie tak samo jak wtedy gdy miałem siedemnaście lat, nie okazywałem tego od dawna, ale musisz mi uwierzyć. Mania ja zrobię wszystko żeby cię odzyskać, chyba, że powiesz mi teraz prosto w oczy, że mnie nie kochasz. Wtedy zniknę z twojego życia. Możesz mi powiedzieć patrząc prosto w oczy, że już mnie nie kochasz? - patrzyłam mu prosto w oczy i widziałam w nich tego chłopaka w którym się zakochałam, na którego czekałam przez trzy lata, bo nie wyobrażałam sobie być z nikim innym.
-Nie.. nie mogę ci tego powiedzieć. Nie mogę ci skłamać prosto w oczy. Skrzywdziłeś mnie jak nikt inny, ale nadal cie kocham Bartman, chciałabym cie znienawidzić za to co mi zrobiłeś, ale nie mogę. - mówiąc to nie mogłam powstrzymać łez.
-Nie płacz maleńka, będziemy o nas walczyć i się nam uda, zobaczysz. Damy radę, bo kto jak nie my? - znowu ocierał łzy z moich policzków, a ja zaczynałam wierzyć, że znowu możemy być szczęśliwi.
-Proszę Państwa proszę wejść na salę sędzia już czeka. - podszedł do nas jeden z adwokatów.
-Nie będzie żadnego rozwodu. - stanowczość w głowie Bartmana pozwoliła mi poczuć, że naprawdę może nam się udać.
-Chodź kochanie, już czas zacząć nowe życie. - mówiąc to wyciągnął do mnie swoją dłoń, którą momentalnie chwyciłam. To nasza ostatnia szansa żeby odbudować naszą miłość i wiem, że dobrze ją wykorzystamy, bo taka miłość dwa razy się nie zdarza.

__________________________________
ostatnio zgnoiłam Kubiaka, tym razem wzięłam się za Zbycha, którego trochę zgnoiłam, ale wyszedł chłopaczyna na prostą i wykorzystałam jego limit na cały rok, bez kitu. 
miałam to podzielić na dwa razy, ale wtedy traciło to sens. 
nie wiem czy coś tu jeszcze opublikuje, bo publikuję to dla Was a nie dostaję żadnej motywacji co trochę mnie smuci, a wiem, że ktoś to czyta, bo wyświetlenia są na prawdę dość spore. dlatego czytasz? -skomentuj! 
do zobaczenia miśki! ;*






poniedziałek, 30 grudnia 2013

The more I swear I'm happy, the more that I'm feeling alone. *part II*

Jak co roku dwa dni przed wigilią spotykamy się wielką grupą najbliższych znajomych i świętujemy razem. Nazywamy siebie drugą rodziną, bo mimo rozjazdów, rozmaitych zajęć i codziennej bieganiny w ten jeden dzień w roku znajdujemy czas żeby spotkać się wszyscy, pośmiać się, najeść pyszności, które przygotowujemy z dziewczynami, napić się wina/wódki ewentualnie obu tych rzeczy naraz. Z roku na rok nas przybywa i chyba to jest najpiękniejsze w tym wszystkim. W tym roku wypada moja kolej goszczenia naszej drugiej rodziny. Powoli wszyscy się już schodzą, razem z Eleną i moimi przyjaciółkami siedzimy w kuchni i kończymy przygotowywać rozmaite dobroci, chłopaki w salonie rozstawiają drugi stół pożyczony od sąsiadki z piętra wyżej, bo jak się okazało w tym roku przybyło nas bardzo licznie. Dzwonek do drzwi odrywa nas o plotkowania na temat facetów z którymi obecnie spotykamy. Młoda w skowronkach poleciała otworzyć drzwi, w końcu brakowało tylko panów siatkarzy, co się wiąże z przybyciem pana Wojtaszka, który ewidentnie za bardzo polubił się z moją małą siostrzyczką. Miałam wychodzić z kuchni gdy usłyszałam głos Kubiaka, momentalnie zamarłam. Cholera, przecież miało go nie być. Miał być w Wałczu z Moniką, miał dać mi w końcu święty spokój, miał nie mieszać mi w głowie.
Nie zauważyłam kiedy w kuchni zostałam sama, z rozmyśleń wyrwały mnie dopiero zimne dłonie oplatające mnie w tali i ciepły oddech który poczułam na szyi.
-Nie tutaj, jeszcze ktoś nas zobaczy. - powiedziałam czując jego ciepłe wargi na mojej szyi. Kubiak obrócił mnie do siebie przodem i zachłannie wpił się w moje usta.
-Chętnie przeleciałbym Cię na tym stole. - mruknął wprost do mojego ucha, czując jego zimną dłoń pod materiałem mojej spódnicy odepchnęłam go lekko.
-Ochłoń Kubiak. - burknęłam ostro i wyszłam z kuchni.

*
Przez cały wieczór starałam się unikać Michała jak ognia, bo to wreszcie musiało się skończyć, musimy przestać pieprzyć się przy każdej możliwej okazji, bo coraz częściej oprócz pożądania zaczynam odczuwać tęsknotę za osobą Kubiaka.
-Masz z nim romans prawda? - Łasko pojawia się obok mnie tak nagle, że przez moje ciało przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Patrzę na niego szeroko otwartymi oczami i nie wiem co powiedzieć. Skąd on może o tym wiedzieć, przecież dobrze się ukrywaliśmy.
-Oszalałeś? Ja z nim? Musiałabym postradać zmysły żeby go w ogóle dotknąć. - mówię już normalnym tonem, powoli szok zmieszany ze strachem mija.
-Nie zaprzeczaj, widziałem was kuchni, nie wyglądałaś na niezadowoloną. - w jego oczach widzę gniew i smutek.
-Michał ja..
-Myślałem, że jesteś inna wiesz? Wydawałaś się idealna, a okazałaś się zwykłą szmatą. - brutalnie mi przerwał, w jego głosie było słychać tyle gniewu. Łasko spojrzał na mnie z żalem w oczach.
-Michał! - mogłam sobie krzyczeć ile tylko chciałam, blondyna i tak już nie było.
Najgorsze w całej tej sytuacji jest to, że Michał miał racje, zachowywałam się jak szmata i nic mnie nie usprawiedliwiało.
Prawda boli co? Myślałaś, że będziesz sypiać z zajętym facetem i ujdzie Ci to na sucho? Gdzie miałaś rozum głupia dziewucho?
Cieszył mnie jedynie fakt, że godzina była już późna, towarzystwo lekko podpite i nikt nie zauważył ani mojego zdenerwowania, ani rozmowy z Łasko.
Gdy wszyscy już wyszli i zostałyśmy tylko z Eleną nie wytrzymałam i rozpłakałam się.
-Mam romans z Kubiakiem. - powiedziałam żałosnym tonem i wybuchłam jeszcze większym płaczem.
-Co Ty masz? Ty normalna jesteś? Jak długo to trwa? - pytania zadawane przez brunetkę pogarszały tylko sytuację. -Dlaczego mi nie powiedziałaś? Przecież jesteśmy jak siostry!
-Od listopada.. Elena ja przepraszam, nie wiedziałam jak mam Ci powiedzieć, to wszystko to jakieś wielkie gówno, to nie tak miało być. - nie pamiętam kiedy doprowadziłam siebie ostatni raz do takiego stanu. Siostra prychnęła tylko wrogo pod nosem i wyszła zostawiając mnie samą z natłokiem depresyjnych myśli.
*
Luty jakoś nigdy szczególnie nie był moim ulubionym miesiącem. Był krótki i taki nijaki, w szczególności, że od tygodnia czuję się jak ścierwo. Wzdryga mnie na myśl o jedzeniu, nie wspominając, że na zapach kawy reaguje bliską przyjaźnią z toaletą. Musiałam się czymś mocno zatruć.
Moje stosunki z Eleną znacznie się pogorszyły odkąd dowiedziała się o mnie i Michale K. już nie rozmawiamy jak dawniej o wszystkim i o niczym, właściwie to rozmawiamy wyłącznie o rzeczach związanych z mieszkaniem, zresztą nie pamiętam już kiedy brunetka spędziła dzień w naszym mieszkaniu, głównie mijamy się na korytarzu gdy wychodzi i czasami gdy wraca na noc. Wiem, że schrzaniłam sprawę, oddałabym wiele żeby cofnąć czas.
Musiałam wziąć dzień wolny w pracy, bo nie byłam wstanie normalnie funkcjonować. Od rana miałam nudności i właściwie to od dwóch godzin siedzę na podłodze w łazience, bo nie mam siły się podnieść.
-Wiktoria wszystko w porządku? Nie chciałabym Cie poganiać, ale siedzisz tam już o wiele za długo. - zatroskany głos Eleny wyrwał mnie z zamyślenia. Chciałam odpowiedzieć, że wszystko jest dobrze, ale kolejny raz mój żołądek zbuntował się przeciwko mnie.
-Nie ważne co robisz, wchodzę!
Drzwi łazienki otworzyły się z hukiem. Brunetka wyglądała na przestraszoną gdy zobaczyła mnie zapewne bladą jak śmierć a do tego strasznie zmęczoną.
-Co Ci jest? - zapytała kucając obok mnie.
-Strasznie źle się czuję. - wymamrotałam i oparłam się o zimną wykafelkowaną ścianę.
-Chodź położysz się na kanapie a ja zaparzę Ci mocnej herbaty.
Faktycznie po gorzkiej, mocnej herbacie mój żołądek trochę się uspokoił, a mi udało się nawet zdrzemnąć.
Gdy się przebudziłam Elena siedziała w fotelu i zawzięcie się we mnie wpatrywała.
-Masz. - powiedziała podając mi małe opakowanie.
-Test ciążowy? Zgłupiałaś?
-Nie, nie zgłupiałam, ale ty parę tygodni temu owszem. Idź i go zrób, jeśli to nie to, będziemy szukać innej przyczyny. - powiedziała poważnym głosem, wcale nie pasującym do niej.
-Elena..
-Idź i zrób ten cholerny test.
Siedząc w łazience myślałam, że oszaleję. To było najdłuższe pięć minut w moim życiu. Jeszcze do tego Elena pytająca w kółko czy widać już wynik. Do obejrzenia wyniku testu podchodziłam chyba z milion razy. W końcu wmówiłam sobie, że przecież to nie może być prawda i niestety tym razem się myliłam. Na teście widniały dwie czerwone kreseczki, co oznaczało, że jest pozytywny a ja jestem w ciąży. Pierwszy raz byłam tak na siebie wściekła, jak mogłam być aż tak lekkomyślna.
Z łazienki wyszłam bez słowa, zostawiając test na brzegu umywalki, usiadłam na kanapie i schowałam twarz w poduszce. Elena przyszła chwilę po mnie.
-To Kubiaka?
-A kogo? - odburknęłam zła.
-Nie wiem z kim jeszcze się puszczałaś przez ostatnie dwa miesiące. - brunetka powiedziała to w taki sposób jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie, a mnie po raz pierwszy zabolały jej słowa.

*
Czekam na Kubiaka, który jak na złość się spóźnia, a ja z minuty na minutę robiłam się coraz bardziej zdenerwowana. W końcu usłyszałam dzwonek do drzwi. Kubiak jak to Kubiak bez żadnych ceregieli wpił się w moje usta.
-Musimy porozmawiać Michał. - powiedziałam odsuwając się od niego na bezpieczną odległość.
-Jakoś nigdy Ci nie przeszkadzało, że nie rozmawiamy. - mruknął z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem i znowu mnie do siebie przyciągnął.
-Tylko ta sytuacja jest wyjątkowa. Jestem w ciąży. - wyrzuciłam z siebie i przygryzłam ze zdenerwowania wargę. Nie widząc żadnej reakcji ze strony bruneta dodała. -Z Tobą w ciąży Kubiak.
Brunet spojrzał na mnie z gniewem w oczach, spojrzał tak, że przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
-Jaja sobie ze mnie robisz? Mam narzeczoną, mam dobrą reputacje co Ty sobie myślisz, że zostawię to wszystko, bo jesteś w ciąży? Chyba Ci się światy księżniczko pomyliły. To dziecko to wyłącznie Twój problem, mnie do tego nie mieszaj. - powiedział to z takim wyrachowaniem, że kolana stały się jak z waty a do oczu napłynęły mi łzy. Nie spodziewałam się po Kubaku, że jest takim nieodpowiedzialnym gówniarzem.
-Wyjdź. - wymamrotałam przez zaciśnięte zęby. -Wynoś się słyszysz! - krzyknęłam gdy brunet się nie ruszał. Gdy tylko usłyszałam trzask zamykających się drzwi osunęłam się po ścianie.

*
Nie wiem jakim cudem znalazłam się pod mieszkaniem Łaski. Wiem tylko, że teraz stoję przed jego drzwiami i obawiam się co zrobi gdy mnie przed nimi zobaczy. Drzwi się otwierają a za nimi widzę zaspanego Michała, no tak zapomniałam, że jest już dość późno.
-Wiktoria? Jest strasznie późno coś się stało? - zapytał przeciągając się. Starałam się być silna, naprawdę, ale nie mogłam powstrzymać łez i kolejny raz się rozpłakałam. Michał o nic nie pytał, wziął mnie za rękę i zaprowadził do swojego salonu.
-Przestań płakać i powiedz mi co się stało. - mówił spokojnym głosem kucając przede mną.
-Ja.. ja jestem w ciąży. - wyłkałam między jedną a drugą falą płaczu.
-Z Kubiakiem prawda?
Blondyn kolejny wybuch płaczu wziął za potwierdzenie. Już nic nie mówił, po prostu mnie przytulił i czekał aż się uspokoję. W ramionach Łaski czułam się bezpiecznie.
-No już uspokój się. Wszystko będzie dobrze, pomogę Ci i razem wychowamy tą kruszynkę, którą nosisz pod sercem. - mówił to spokojnym głosem w prost do mojego ucha. W końcu przestałam płakać a mój oddech w miarę się unormował.
-Dlaczego chcesz to zrobić? Nie musisz nic dla mnie robić Michał.
-Muszę, bo Cie kocham kretynko. - powiedział z powagą wymalowaną na twarzy i pocałował mnie w czoło mocno do siebie przytulając.


___________________________________
wiem tak z dupy z tym Łasko wyszło.  wgl tak z dupy to wyszło, że bardziej się nie dało, jakoś mega bardzo niezadowolona jestem.
a poza tym to Szczęśliwego Nowego Roku misiaczki. ;*

sobota, 7 grudnia 2013

The more I swear I'm happy, the more that I'm feeling alone.

Siedziałam w mojej szafie gdy do mieszkania z okrzykiem radości wpadła moja siostra, właściwie to przybrana siostra, ale to w tej chwili nieistotne. Pewnie bardziej ciekawi was czemu siedzę w szafie. Jest tam najlepsza akustyka w całym mieszkaniu a ja lubię sobie od czasu do czasu coś napisać, coś zaśpiewać, coś nagrać i się tym pochwalić przed rodziną, znajomymi czy coś. Młoda wpadła do mojego azylu w samym środku nagrywania z tym swoim piskiem zadowolenia.
-Zgadnij co się stało!
-Zepsułaś mi nagranie to się stało. - burknęłam gramoląc się z szafy.
-Przepraszam, ale dostałam się! Rozumiesz? Dostałam! - krzyczała skacząc po całym pokoju.
Znowu zapomniałam o czymś ważnym w jej życiu. Zapomnieć o jej urodzinach to jedno, ale zapomnieć o jej marzeniu, które kiedyś z nią dzieliłam to już niemal zbrodnia.
-Mówiłam, że się dostaniesz. W końcu jesteś najlepsza na roku. - mówię z dumą patrząc na smarkulę. Wiem,że między nami jest tylko rok różnicy, a ja traktuje ją nadal jak małe dziecko, ale ona tutaj nie ma nikogo, więc muszę się nią opiekować.
-Nie mogę w to uwierzyć, będę odbywać staż w Jastrzębskim Węglu, TYM Jastrzębskim Węglu, jezu chyba od zawsze o tym marzyłam. - w jej głosie słychać tyle podekscytowania, widzę jak nie może ustać w jednym miejscu. Widzę w niej mnie sprzed ponad dwóch lat. Czemu się zmieniłam? Bo nie dostałam się na moje wymarzone studia, co spowodowało, że nie kształcę się na najlepszego psychologa sportowego, nie dostałam stażu w żadnym siatkarskim czy nie siatkarskim klubie, moje marzenie się skończyło a ja zajęłam się czymś zupełnie innym.
-Oddychaj i chodź do kuchni, trzeba opić Twój sukces a ja mam coś co idealnie nada się na tą okazję. - mówię i zmierzam do kuchni szukać wina schowanego na właśnie takie okazje.
Cieszę się jej szczęściem.

*

Listopad w tym roku nas nie rozpieszcza. Nie pamiętam kiedy ostatnio w połowie listopada mieliśmy aż tak niskie temperatury na dworze, na prawdę. To dopiero listopad a odczuwalna temperatura to minus dziesięć stopni. Parkuję samochód przed jastrzębską halą. Opatulam się szczelniej szalikiem, zakładam rękawiczki i wysiadam z samochodu. Od razu na policzkach czuję nieprzyjemnie szczypiący mróz. Na szczęście droga do budynku hali jest bardzo krótka, a w nim jest bardzo ciepło. Luzuję szalik, ściągam rękawiczki a z torebki wyciągam plakietkę upoważniającą mnie do pobytu tutaj. Pewnym krokiem wchodzę na halę gdzie na boisku trwa jeszcze trening. Siadam w pierwszym rzędzie żeby móc wszystko dobrze obserwować. Już po chwilę widzę Elenę w akcji. Po minie zawodnika widać,że to co robi mu brunetka nie jest niczym przyjemnym. Siostra w końcu mnie zauważa i macha, czym zwraca na mnie uwagę kilku zawodników. Prycham pod nosem widząc jak natychmiast zaczynają między sobą szeptać.
Po kilkunastu minutach brunetka podchodzi do bandy i przywołuje mnie do siebie. Wymieniamy między sobą kilka słów a obok Eleny momentalnie pojawiają się Wojtaszek z Malinowskim.
-No Eli może przedstawisz nas koleżance. - mówi Wojtaszek, a po chwili oboje pokazują mi swoje uzębienie w wielkich uśmiechach.
-To moja siostra Wiktoria. Prawda, że piękna? - brunetka szczerzy się jak jej poprzednicy a ja mam ochotę zdzielić ją w łeb. Wzdycham tylko.
-Miło was poznać chłopaki. - mówię od niechcenia zanik któryś z nich zdąży się odezwać.

*

Mam właściwie wszystko co mogłabym sobie tylko wymarzyć. Skończyłam dwie szkoły, dzięki którym mam dobrą i satysfakcjonującą pracę, mam najlepszą przyjaciółkę pod słońcem, mam dobrych znajomych, piękne mieszkanie, wspaniałych rodziców i dwa potwory w ciałach moich braci, niczego mi nie brakuje a i tak nie czuję się szczęśliwa.
Elena bardzo zaprzyjaźniła się z chłopakami, gdy widzę ich trzeci dzień z rzędu w naszym mieszkaniu mam wrażenie, że aż za bardzo. W normalnych warunkach wcale by mi to nie przeszkadzało, ale teraz mam depresję i przeszkadzam sama sobie.
Siedzę na moim wielkim parapecie trzymając w jednej ręce książkę a w drugiej kubek z jeszcze parującą herbatą z rumem. Staram skupić całą swoją uwagę na fabule, która ostatnio bardzo mnie wciągnęła, ale wybuchy śmiechu dochodzące z mojego salony wyprowadzają mnie w równowagi. Moja irytacja jeszcze bardziej się pogłębia gdy ktoś bez pukania gramoli się do mojego pokoju. Zła odstawiam kubek na parapet i spod byka patrzę na intruza.
-Myślałem, że to łazienka. - mówi zmieszany Kubiak drapiąc się po głowie.
Jeszcze nie dawno moje serce zabiłoby mocniej i najchętniej zaciągnęłabym Cię do mojego idealnie posłanego łóżka.
Potrząsam głową żeby odrzucić tą absurdalną myśl. Patrzę na Kubiaka który nadal stoi w progu mojego królestwa.
-Drugie drzwi na lewo. - mówię w końcu, ponownie chwytam kubek i usadawiam się wygodnie. Już mam na nowe zagłębiać się w historię głównych bohaterów książki, gdy brunet znowu się odzywa.
-Chłopaki mieli rację mówiąc, że jesteś niezwykłej urody. - mówi pewny siebie z szelmowskim uśmiechem.
-Ten tani podryw pomylił adres. - mruczę poirytowana.
-O tym, że jesteś zadziorna też wspominali.
Puszczam jego uwagę mimo uszu i ze wszystkich sił staram się ignorować jego osobę, na moje szczęście po chwili ktoś przywołuje bruneta do siebie i ten znika z mojego pokoju.

*

Mamy połowę grudnia, śniegu po kolana, a do świąt zostało plus minus dwa tygodnie. Siedzę właśnie w jastrzębskiej hali i czekam aż moja siostra ogarnie się i będziemy mogły jechać do domu. Chłopaki wygrali dzisiaj ważny mecz. Mimo że mecz zakończył się dobre dziesięć minut temu to hala nadal wrze. Kubice skandują imię najlepszego zawodnika, chłopaki biegają, krzyczą, śmieją się. Dzielą się swoim szczęściem z najbliższymi. Tak bardzo czuję, że tu nie pasuję.
Przybiega uradowana Elena, jest tak samo uradowana jak zawodnicy, w końcu jest częścią tego klubu.
-Słuchaj, chłopaki zaprosili nas do klubu żeby uczcić nasze zwycięstwo, idziemy prawda? - kiwam tylko głową na zgodę.
Zgodziłam się, bo nawet niektórych z nich polubiłam. Wiadomo nie da się każdemu dogodzić, więc z Michałem K. non stop dżemy koty.
Po godzinie od zakończenia meczu wszyscy znajdujemy się w pobliskim klubie. Wszyscy świetnie się bawią, chłopaki żartują, Eli wymienia ploteczki z ich drugimi połowami, a ja siedzę sącząc drinka i zastanawiam się co tu ogólnie robię. Dobrze, że obok mnie siedzi Łasko i dotrzymuje mi towarzystwa w moim milczeniu.
-Znowu masz zły dzień?
-Zły miesiąc. - mruczę, a widząc jego wzrok dodaję. -Tak cierpię na ból dupy.
-Dobrze, że się rozumiemy Wiktorio. - mówi to tym swoim oficjalnym tonem, a ja mimowolnie przymykam powieki, słyszę jego chichot, dobrze wie, że nie znoszę gdy tak się do mnie zwraca.
-Idź, bo Cię palne siatkarzyno.
-Idę, ale Ty idziesz ze mną. - mówi i ciągnie mnie z tą swoją końską siłą za moją małą, słabą rękę w stronę parkietu. Na początku stawiam opór, ale po chwili zaczynam wydurniać się razem z blondynem. Już dawno się tak nie śmiałam.

Piosenka zmienia się nagle na wolną, a ja wpadam w ramiona kogoś całkiem innego. Czuję jak delikatnie obejmuje mnie w tali i zaczyna kołysać w rytm. Zarzucam mu ręce na szyję i dopiero po chwili spostrzegam, że to Kubiak trzyma łapska na moich biodrach. Przyglądam się mu badawczo a on po prostu się do mnie uśmiecha. Uśmiecha się w sposób tak uwodzicielki, że poddaję się temu.  Jego dotyk pali moje ciało, a oddech na mojej szyi przyprawia mnie o dreszcze. Podniecenie między nami rośnie z minuty na minutę. Patrzę w kubiakowe oczy jak zahipnotyzowana, a jego usta wydają się w tym momencie tak bardzo pociągające i on chyba czuje to samo, bo przyciąga mnie bliżej do siebie. Czuję jego oddech na moim policzku.
-Masz narzeczoną. - mówię przy jego ustach.
-Ma to teraz jakieś znaczenie? - pyta, przyciągając mnie bliżej.
Zaprzeczam ruchem głowy i czuję gorące wargi Kubiaka na moich ustach. 

______________________________
cześć, znowu nie było mnie tu długo i pewnie już o mnie nie pamiętacie, ale strasznie brakowało mi pisania i musiałam wrócić, to mnie uspokaja. 
mam nadzieję, że u was wszystko dobrze i spotkamy się tu następnym razem, bo to jeszcze nie koniec tej historii. 

poniedziałek, 29 lipca 2013

Znikasz.


Nienawidzę gdy nagle znikasz bez słowa wyjaśnienia, pisząc poprzedniego dnia 'napiszę jutro, dobranoc mała', serce mi wtedy pęka a Ty nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Zawsze wtedy obiecuję sobie, że nie odezwę się pierwsza, bo widocznie nie chcesz ze mną rozmawiać, ale dobrze wiesz, że wychodzi mi to na marne. Przynajmniej tak było za pierwszym Twoim zniknięciem. Tak wiem, że znamy się tylko z internetu i każde z nas ma swoje życie, problemy, ale nawet nie wiesz jak chciałabym żebyś był w moim życiu kimś.. Gdy pierwszy raz zniknąłeś odchodziła od zmysłów. Może coś się stało? Może zrobiłam coś nie tak, coś powiedziałam złego? Uwierz w głowie miałam same najczarniejsze scenariusze. Po dwóch miesiącach odezwałeś się jakby nigdy nic. Byłam na Ciebie taka wściekła, strasznie wtedy na Ciebie nakrzyczałam pamiętasz? Nie wiem skąd znalazłam w sobie tyle siły by być w moich wiadomościach tak oschła i cyniczna. Próbowałeś się jakoś nieudolnie tłumaczyć, że praca, że brak czasu, ale to tylko pogarszało sytuacje. Czułam się zdradzona, znieważona. Ale wystarczyło, że zobaczyłam Twoją twarz na ekranie monitora a cała złość gdzieś zniknęła. Nie, nie wiem czy się w Tobie zakochałam. Może zadurzyłam się w Tobie, a może to było zwykłe przywiązanie? Bo nie oceniałeś mnie. Akceptowałeś mnie taką jaka jestem, z moimi wszystkimi zaletami i jeszcze większą ilością wad. Bez ustanku powtarzałeś, że jestem ładna, w Twoim typie, że powinnam pozbyć się kompleksów, bo nie mam do nich powodu. A może właśnie to mnie w Tobie urzekło?
Drugi raz zniknąłeś na miesiąc. Tym razem to ja nie wytrzymałam i napisałam do Ciebie. Odpowiedziałeś niemal natychmiastowo. Niby źle się zrozumieliśmy. Jedną z moich wiadomości odebrałeś jako bym nie chciała utrzymywać już z Tobą kontaktu. Nie przypominam sobie takiej, więc może chciałeś ją tak odebrać? Znowu normalnie rozmawialiśmy, bardzo rzadko, ale rozmawialiśmy. Trochę jakbyś się zmienił. Chociaż może to było tylko takie moje wrażenie, w końcu przez miesiąc nie rozmawialiśmy.
Po kilku rozmowach znowu przestałeś się odzywać. To już trzeci raz. Tym razem już się nie odezwałam. Przez pierwsze parę dni strasznie tęskniłam, ale tak było za każdym razem. Postanowiłam postawić na Tobie krzyżyk, w końcu do trzech razy sztuka prawda? Nie chciałam z Tobą już nigdy więcej rozmawiać, ale ostatnio znowu zaczęłam tęsknić za naszymi rozmowami. I chyba wytęskniłam.. dzisiaj znowu się odezwałeś. Minął dokładnie miesiąc i jedenaście dni od naszej ostatniej rozmowy. Nie chciałam odpisywać na Twoją wiadomość, ale to było silniejsze ode mnie. Tym razem się nie złościłam, w końcu przyzwyczaiłam się do tego, że znikasz i pojawiasz się w najmniej odpowiednim do tego momencie. Nie chciałam Ci mówić ile złych rzezy wydarzyło się u mnie przez ten miesiąc i jedenaście dni. Mimo że starałam się zachować zimny i oficjalny ton nie udało mi się. Wystarczyło pięć minut żebym wyśpiewała Ci wszystko co złe. Oczywiście nie miałeś dłużej czasu żeby rozmawiać, ale jak zawsze obiecałeś się odezwać i zrobić to wcześniej niż za miesiąc. Rzecz w tym, że ja Ci już nie wierzę. Nie chcę wierzyć. Tym razem nawet nie starałeś się tłumaczyć skwitowałeś to wszystko 'dostałem awans, mam mało czasu. Zresztą wiesz jaki jestem.'. Nie wiem czy jeszcze wiem jaki jesteś. Zmieniłeś się, wystarczyła dziesięciominutowa rozmowa żebym uświadomiła sobie, że się zmieniłeś i nie jesteś już tym mężczyzną, którego kiedyś poznałam. Boję się, że dotrzymasz swojej obietnicy i odezwiesz się w niedługim czasie a ja znowu wpuszczę Cie do mojego jeszcze bardziej skomplikowanego świata niż kiedykolwiek indziej, ale najbardziej boję się tego, że będę na to czekać i z dnia na dzień coraz bardziej się niecierpliwić.
I jak śpiewa Marina w piosence 'Lies' – ' Nigdy mnie nie pokochasz, więc po co to wszystko? Jaki jest sens grać w grę, w którą i tak przegrasz? Po co mówisz, że to nigdy się nie skończy? Jesteś zbyt dumny żeby powiedzieć, ale popełniłeś błąd. Jesteś tchórzem do końca. I czy tylko w nocy możesz dać mi siebie?'
Nie wiem po co to wszystko ciągniesz, może masz z tego jakąś przyjemność? Albo przejrzałeś moje uczucia i sprawia Ci przyjemność pastwienie się nade mną? Nie wiem, nie mogę tego zrozumieć.

Nienawidzę gdy znikasz, ale jeszcze bardziej nienawidzę gdy pojawiasz się w najmniej odpowiednim momencie.  
______________________________________
cześć, to ja. wróciłam. czy na dobre? nie wiem. czy jeszcze o mnie pamiętacie? tego też nie wiem. 
jak część z was wie w tym roku pisałam maturę i to był główny powód przez który przestałam pisać. wiecie jak to jest po długiej przerwie ciężko jest wrócić do pisania. potem wydarzyło się kilka okropnych spraw w moim życiu osobistym i wyszło tak, że nie pisałam pół roku. wiem, że moje tłumaczenie jest nie udolne, ale czułam obowiązek wytłumaczyć się jakkolwiek. 
jak widzicie nie skończyłam krótkiej historii Adrianny i Zbyszka, ale to dlatego, że mój komputer pare miesiecy temu zjadł wszystko co na nim było, a napisana od nowa część nie była na tyle dobra żeby mogła zakończyć tą historię, wiec to zostawiam waszej wyobraźni. 
historia powyżej nie ma konkretnego bohatera siatkarskiego, bo to historia z mojego życia. 

mam nadzieję, że pamiętacie o mnie i spotkamy się tutaj mam nadzieję niedługo. 
do następnego! ; >

piątek, 4 stycznia 2013

Zapomniane wspomnienia cz. II


Od ostatnich wydarzeń minęło kilka miesięcy. Mamy polską piękną zimę, w której słoneczne mroźne dni, przeplatają się z śnieżnymi zawieruchami, których jest na całe szczęście o wiele mniej. We wrześniu wróciłam do szkoły. Jak sobie radzę? Całkiem sprawnie, choć może jest to spowodowane tym, że nauczyciele przymykają na mnie oko? Staram się być bardziej odpowiedzialna, w czym pomagają mi rodzice, dziewczyny i Zbyszek. Tak to ten Zbigniew Bartman, który wtedy mnie uratował i bez mojej zgody zapożyczył sobie mój numer telefonu za co teraz jestem mu bardzo wdzięczna. Moja pamięć powoli wraca, lecz teraz nie wiem czy chcę żeby ona wracała. Chciałam poznać moje wspomnienia, ponieważ myślałam, że miałam naprawdę fajne życie, przynajmniej tak przedstawiła mi je mama po wypadku, ale gdy teraz przypomniałam sobie rzeczy sprzed niego, nie chce ich pamiętać.
Siedziałam na parapecie i oglądałam piękny krajobraz za oknem. Wszystko pokryte białym puchem, który mieni się kolorami lampek, znajdujących się na drzewach i choinkach, wszystko to sprawiało, że moje zwykłe szare osiedle, stawało się miejscem iście z bajki. Był już wieczór, w rękach trzymałam kubek z ciepłym kakao, które popijałam od czasu do czasu. Nie wiem dlaczego, ale od pewnego czasu moje myśli krążyły wokół bruneta. Zastanawiałam się co robi, czy ma trening, czy może gdzieś wyszedł. Tak to dziwne. Zeskoczyłam z parapetu i wyszłam z pokoju. Kubek odstawiłam do kuchni i usiadłam obok mamy na kanapie.
-Jak się czujesz? - zapytała.
-Dobrze, dzisiaj rano jak wstałam to spojrzałam na tą choinkę i śmiać mi się chciało, bo przypomniały mi się święta trzy lata temu, jak kłóciłam się z młodym o kolor bombek na choinkę, a w efekcie tego drzewko było kolorowe, bo połowę bombek potłukliśmy. - zaśmiałam się znowu na to wspomnienie.
-Spostrzegłaś, że Twoja pamięć znowu daje o sobie znać? To dobry sygnał córciu, za niedługo nie będziesz miała już żadnych luk w pamięci. - powiedziała zadowolona i uśmiechnęła się do mnie.
-Wiesz mamo, jak teraz o tym myślę to nie chcę wszystkiego pamiętać. - mruknęłam. Widziałam, że mama chciała coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał nam dzwonek do drzwi. -Otworzę. - powiedziałam i zeszłam na dół. Byłam pewna, że za drzwiami ujrzę tatę, który wrócił z pracy, ale za drzwiami stała niespodzianka w postaci Bartmana. Uśmiechnęłam się na jego widok.
-Hej, co Ty tu robisz? - zapytałam, cały czas się uśmiechając.
-Przyjechałem porwać Cię na spacer, bo narzekałaś, że cały czas siedzisz w domu. - powiedział i posłał mi swój sztandarowy uśmiech, od którego dziewczyną miękną nogi.
-Jestem za, w końcu pokaże Ci, że moje osiedle wcale nie jest takie szare i nijakie. - powiedziałam. Uprzedziłam mamę, że wychodzę, uśmiechnęła się do mnie tak jakoś dziwnie, gdy powiedziałam, że wychodzę ze Zbyszkiem. Przygotowałam się do wyjścia i mogliśmy ruszać na spacer.
-No to co idziemy? - zapytałam i już miałam wychodzić, kiedy brunet znacząco chrząknął.
-No coo? - zapytałam ponownie, bo nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Czapka, przez głowe ucieka najwięcej ciepła i szybko złapiesz chorobe. - powiedział i podał mi moją czapkę, która leżała na parapecie.
-Zibi błagam Cię, wyglądam jak skrzat w tej czapce. - mruknęłam, nienawidzę chodzić w czapkach, wolę marznąć, niż ją założyć.
-No to skrzacie zakładaj i idziemy. - zaśmiał się, ale widząc brak mojej reakcji, sam naciągnął mi czapkę na głowę. Wyszliśmy z domu, szliśmy po zaśnieżonych uliczkach mojego osiedla, rozmawiając o ostatnich wydarzeniach.
-Lubię takie rześkie powietrze, lepiej się wtedy oddycha. - powiedział brunet.
-Powietrze, powietrzem po prostu kocham zimę. - powiedziałam. Zbyszek był zapatrzony w migające lampki, więc wzięłam trochę śniegu do rąk i ulepiłam z niego kulkę, którą rzuciłam w Bartmana, ten momentalnie się odwrócił i spoglądał na mnie ze złowrogą miną.
-Tak chcesz się bawić? No to zobaczymy czy to Ci się spodoba. - powiedział i zaczął mnie gonić. Niestety śliska powierzchnia pod nogami mi to uniemożliwiała, więc brunet szybko mnie złapał i po chwili leżałam w wielkiej śnieżnej zaspie przygnieciona ciężarem Bartamnowego cielska.
-I co w dalszym ciągu podobają Ci się takie zabawy? - zapytał z głupkowatym uśmieszkiem.
-Oczywiście, a teraz złaź ze mnie grubasie, bo mnie miażdżysz. - powiedziałam i starałam się go ze mnie zepchnąć.
-Ja gruby? No to sobie przegrałaś, mała. - nim zdążyłam cokolwiek zrobić Zibi już mnie łaskotał. Prosiłam, błagałam, żeby przestał mnie łaskotać, bo umrę ze śmiechu, ale niestety brunet żądał przeprosin.
-Przepraszam! - powiedziałam między jednym a drugim wybuchem śniegu. Zbyszek przestał mnie łaskotać i spojrzał na mnie. Leżeliśmy tak na siebie, patrząc sobie w oczy, nasze twarze zaczęły niebezpiecznie zbliżać się do siebie, przez moje myśli przemykało milion myśli, nasze usta dzieliły milimetry, odwróciłam głowę. Brunet momentalnie odsunął się na bezpieczną odległość i wstał ze mnie, podając mi rękę, chwyciłam ją. Wstałam i otrzepałam się ze śniegu.
-Przepraszam poniosło mnie. - powiedział zmieszany. Pierwszy raz widziałam go takiego, zawsze był strasznie pewny siebie, a teraz?
-Nic się nie stało. Wracajmy już, bo zimno. - powiedziałam i zaczęłam iść w drogę powrotną. Do domu doszliśmy w całkowitym milczeniu. Było mi głupio się odezwać, Zbyszkowi najwyraźniej też. Gdy staliśmy pod domem zapytałam czy wejdzie, jeszcze na herbatę, ale odmówił.
-Ah, właśnie bym zapomniał. - powiedział wychodząc ponownie z samochodu. -Organizujemy z Miśkiem sylwestra, wiesz wpadnie cała drużyna i kilku chłopaków z kadry, mam nadzieję, że też nas zaszczycisz swoją osobą, no i to oczywiste, że zabierasz ze sobą dziewczyny. - kolejny raz tego wieczoru uśmiechnął się tak, że miękły mi kolana.
-Porozmawiam z nimi i dam Ci znać. - odwzajemniłam uśmiech.
-To do zobaczenia. - powiedział i wsiadł do samochodu, po chwili odjeżdżając. Westchnęłam tylko i powoli wróciłam do domu.


~*~

Wrócił do mieszkania, był na siebie zły za tą sytuację, nie chciał jej wystraszyć, a właśnie najprawdopodobniej to zrobił. Znał ją już od dobrych paru miesięcy, lecz nadal była dla niego zagadką, zaskakiwała go na każdym kroku, intrygowała go. Czuł, że brunetka jest dla niego ważna, dlatego tak się starał nie zrobić niczego głupiego. Robił wszystko aby Adrianna czuła się dobrze w jego towarzystwie, żeby nie odczuwała różnicy wieku jaka jest między nimi. Nawet poprosił chłopaków, żeby dobrze ją przyjęli, co było nie potrzebne, ponieważ rudowłosa zrobiła na nich wspaniałe wrażenie. Zauważył to, że dziewczyna potrafi dopasować się do każdej sytuacji, do tego jest bardzo inteligentna i miła. Westchnął ciężko i usiadł na kanapie, pocierając ręką czoło. Po chwili wstał i udał się pod ciepły prysznic. W tym czasie dostał wiadomość od dziewczyny.
'Kolejny raz dziękuje Ci za spacer, naprawdę lubię spędzać z Tobą czas. ; * '

~

Ostatni dzień w szkole przed przerwą świąteczną. Właśnie żegnałam się ze znajomymi i jeszcze raz życzyliśmy sobie „Wesołych Świąt”. Uśmiechnęłam się do dziewczyn, szczelnie opatulając się grubym żółtym szalikiem, na dłonie założyłam rękawiczki i mówiąc krótkie „pa” wyszłam z budynku szkoły. Na dworze lekko prószył śnieg i wyczuwalny był ostry mróz, prawdziwa zima stulecia jak ją nazywali meteorolodzy w telewizji. Poprawiłam wiszącą na moim ramieniu wielką torbę i ruszyłam w stronę przystanka autobusowego. Niestety marzłam na przystanku z dobre pół godziny, jak i inne parę osób czekając na nasz środek komunikacji. W zimę takie czekanie jest niestety nieuniknione. Przechodziłam co jakiś czas z nogi na nogę żeby było mi choć odrobinkę cieplej. Usłyszałam, że w torbie dzwoni mój telefon, zanim wygrzebałam go z dna wielkiego worka, przestał dzwonić, na wyświetlaczu widniał tylko napis „Jedno nieodebrane połączenie Zibi”, wybrałam jego numer i przystawiłam urządzenie do ucha. Po paru sygnałach brunet odebrał telefon.
-No wreszcie! Dlaczego nie odbierasz telefonu? - przywitał mnie.
-Bo raz byłam jeszcze dzisiaj w szkole, a po dwa miałam go na dnie torby, a teraz się streszczaj, bo ręka mi odmarza. - mruknęłam.
-Stoisz na tym mrozie? - zapytał zdziwiony.
-No przecież muszę jakoś dojechać do domu nie? A autobus się oczywiście spóźnia. - powiedziałam, kolejny raz patrząc w stronę z której miał nadjechać pojazd.
-Przyjechać po Ciebie? - zapytał i wiedziałam, że uśmiecha się wtedy chytrym uśmieszkiem.
-Nie dziękuje, właśnie nadjechała moja limuzyna, ale możesz wpaść na kawę, jeśli chcesz. - powiedziałam wchodząc do autobusu.
-Chętnie, ale nie mogę, mam czterdzieści stopni gorączki i mam zakaz wychodzenia z mieszkania. - mruknął zrezygnowany.
-Zbyszek! Gdzie się tak załatwiłeś? Zresztą nie ważne, będę za jakieś pół godziny u Ciebie. - powiedziałam i szybko się rozłączyłam żeby nie mógł temu zaprzeczyć. Przesiadłam się w inny autobus, droga do Żory minęła bez zbędnych niespodzianek, jeszcze przed pójściem do mieszkania bruneta postanowiłam zrobić małe zakupy, bo pewnie jego lodówka świeci pustkami. Chyba, że ubiegł mnie Michał Kubiak i zrobił Zbyszkowi zapasy jak na wojnę. Doszłam na osiedle na którym mieszkał Bartman i bez trudu odnalazłam żółto szary blok, w którym mieści się jego mieszkanie. Do klatki dostałam się bez problemu, niestety problem zaczynał się gdy miałam wjechać windą na czwarte piętro. Byłam trochę zmęczona i chciałam zdobyć się na odwagę żeby wsiąść niej, ale niestety strach wziął górę i na czwarte piętro udałam się schodami, czyli jak zwykle. Stanęłam przed drzwiami mieszkania i wzięłam parę głębokich oddechów, niestety moja kondycja jest bardzo słaba i po maratonie na czwarte piętro dostałam zadyszki. Zadzwoniłam na dzwonek, od razu usłyszałam szczekanie Bobika, na co lekko się uśmiechnęłam, po chwili zamek w drzwiach został przekręcony i drzwi otworzyły się.
-Zarażę Cie. - przywitał mnie brunet.
-Też się cieszę, że Cię widzę. - uśmiechnęłam się. -Cześć Bobek. - powiedziałam do merdającego ogonkiem yorka. -A Ty czego tu jeszcze stoisz? Marsz do łóżka. - rozkazałam patrząc jak Bartman uważnie mi się przygląda. Swoje kroki od razu skierowałam do kuchni, gdzie na stole położyłam zakupy. Zbyszek leżał rozwalony na kanapie w salonie, koło niego na kocu położył się również Bobek, patrząc na nich z boku wyglądali naprawdę słodko.
-Kupiłam Ci chusteczki, bo pewnie Ci się już kończą, jakieś owoce, bo teraz przydadzą Ci się witaminy i parę innych rzeczy do jedzenia. - powiedziałam wkładając wszystkie produkty na ich miejsce. W kuchni jak i całym mieszkaniu Bartmana czułam się jak u siebie, wiedziałam co gdzie stoi, co gdzie jest schowane, często spędzałam tu czas, szczególnie jeśli Zbyszek miał trochę wolnego czasu. Zabrałam koszyk z owocami i poszłam do salonu. Usiadłam koło bruneta, a koszyk położyłam na stole.
-Jadłeś obiad? - zapytałam patrząc na niego. Siatkarz nie zdążył mi odpowiedzieć, bo zaczął przeraźliwie kaszleć.
-Jadłem na razie tylko śniadanie. - powiedział, gdy napad kaszlu się skończył.
-Dobrze, że kupiłam warzywa. Ugotuje Ci rosół co? - zapytałam i spojrzałam na niego.
-Nie trzeba, nie chce Cię wykorzystywać, do robienia wszystkiego za mnie, bo jestem tylko chory. - powiedział, poprawiając się na kanapie.
-Oj, zamknij się Bartman. Trzeba Ci ugotować obiad. - warknęłam na niego i udałam się do kuchni. Przygotowałam sobie najpotrzebniejsze rzeczy i zaczęłam przygotowywać rosół. Nalałam wody do dużego garnka i włożyłam do niego mięso, postawiałam to na kuchence. Zabrałam się do krojenia warzyw. Gdy woda w garnku zaczęła się gotować wrzuciłam marchewkę i doprawiłam do smaku. Nagle poczułam jak ktoś oplata swoje ręce wokół mojej talii i kładzie głowę na moim ramieniu, wtedy poczułam perfumy, których zapach sprawiał, że moje kolana same się uginały.
-Jesteś moim aniołem, nie wiem co bym bez Ciebie zrobił. - usłyszałam cichy głos Zbyszka tuż przy moim uchu.
-Zginął byś beze mnie Bartman. - zaśmiałam się.
-Pewnie tak. - powiedział i pocałował mnie w policzek. Mimowolnie się uśmiechnęłam.

~*~

Siedzieliśmy na kanapie. Jej głowa spoczywała na moim ramieniu. W telewizorze leciała jakaś głupia komedia, z której rudowłosa co chwilę cicho chichotała. Czułem się znacznie lepiej mając ją koło siebie. Nie wiem co ta dziewczyna ze mną robi, ale czuję jak z dnia na dzień zależy mi na niej jeszcze bardziej.
-Co mi się tak przyglądasz? - zapytała mnie nagle, uśmiechając się przy tym figlarnie.
-Bo lubię. - powiedziałem i poczochrałem jej grzywkę. Spojrzała na mnie gniewnie, wiedziałem, że tego nie lubi, ale nie mogłem się powstrzymać.
-Jak Ty w takim stanie pojedziesz do rodziców na święta, bo chyba mi nie powiesz, że zostaniesz tutaj sam. - powiedziała, zmieniając temat.
-Nie pojadę, moi rodzice i siostra przyjadą w tym roku do mnie. - uśmiechnąłem się na samą myśl spędzonych z rodziną świat. Cieszyłem się, że grając w Polsce, mogę spędzać tak ważny czas z rodziną, grając we Włoszech strasznie mi tego brakowało.
-To dobrze. Wiem jakie to dla Ciebie ważne, więc dlatego pytałam. - uśmiechnęła się po raz kolejny. -Mam nadzieję, że moje święta też będą udane, bo niestety, ale zeszłorocznych nie pamiętam. - tym razem z jej ust zniknął uśmiech, a zastąpił go grymas niezadowolenia.
-Spokojnie wszystko sobie przypomnisz. Pamiętaj wszystko w swoim czasie. - powiedziałem przytulając ją do siebie. Czując, że Adrianna wtula się we mnie jeszcze bardziej, pocałowałem ją w czoło.
-To wszystko czasami jest takie trudne, niektóre z przypomnianych rzeczy znowu chciałabym zapomnieć. - westchnęła cicho.

~*~

Rano obudziły mnie promienie grudniowego słońca, które wdzierały się do pokoju, przez niezasłonięte okno. Chciałam rozciągnąć się na łóżku jak to mam w zwyczaju, ale coś usilnie mi to uniemożliwiało. Rozejrzałam się dookoła, pokój nie wyglądał jak mój. Spojrzałam na łóżko, obok mnie leżał Zbyszek. Dopiero wtedy przypomniałam sobie, że zasnęłam oglądając z nim film. Przebudziłam się dopiero, gdy brunet przenosił mnie do łóżka. Dał mi do przebrania swoją koszulkę, która na mnie wyglądała jak sukienka, powiedział jeszcze, że załatwił wszystko z moimi rodzicami. Spojrzałam jeszcze na Zbyszka, wyglądał tak łagodnie gdy spał, uśmiechnęłam się na ten widok.
Powoli wyszłam z łóżka. Poszłam do łazienki żeby się trochę ogarnąć, włosy spięłam w wysoki kok i poszłam przygotować kanapki. Kroiłam właśnie pomidora gdy usłyszałam dzwonek do drzwi, odłożyłam nóż i wytarłam ręce. Poszłam otworzyć drzwi, zapominając, że jestem tylko w koszulce Zbyszka. Otworzyłam drzwi i ku mojemu zaskoczeniu za nimi zobaczyłam rodziców bruneta i jego starszą siostrę z synkiem. Czułam jak moje policzki momentalnie nabierają ciemno czerwonego koloru. Pani Bartman zlustrowała mnie wzrokiem od góry do dołu, po czym uśmiechnęła się do mnie promiennie.
-Witaj moja droga! Ty zapewne jesteś Adrianna, Zbyszek wiele o Tobie opowiadał. - mówiła jak najęta. -A właśnie gdzie on jest? Pewnie śpi, on to jest strasznym leniem, gdy nie musi nic robić. - zaśmiała się. A ja co? Stałam jak ten słup soli i się wszystkiemu przyglądałam.
-To ja pójdę go obudzić. - powiedziałam i szybko zniknęłam za drzwiami sypialni chłopaka, który nadal smacznie spał. Nie miałam serca go budzić, ale to zdecydowanie była siła wyższa.
-Zbyszek obudź się. - powiedziałam i szarpnęłam go za ramie, niestety to nie poskutkowało. Brunet mruknął coś pod nosem i z powrotem ułożył się do spania. -Zbyszek no! Twoi rodzice przyjechali, wstawaj! - powiedziałam głośniej. Bartman od razu otworzył swoje zielono szare oczy.
-Co? - powiedział zdziwiony i natychmiast wstał z łóżka.
______________________________
mam nadzieję, że wam się podoba i, że zaskoczę was zakończeniem. ; )
nie wiem czy kolejna część pojawi się w przyszły piątek, bo mam w tym roku maturę, jest już styczeń a moja wiedza na maturę z biologii woła o pomstę do nieba, zresztą z historią nie jest dużo lepiej, wiec do zobaczenia wkrótce misie pysie!  

sobota, 29 grudnia 2012

Zapomniane wspomnienia cz. I.



Jak to jest zapomnieć swoje dotychczasowe życie? Ledwo pamiętać swoje imię, rodziców i najbliższe przyjaciółki. Mieć tylko jakieś prześwity w pamięci z nimi związane. Nie pamiętać o swojej pasji, marzeniach, zainteresowaniach, o niczym. Uczyć się życia od nowa, bo wszystkie dobre i złe doświadczenia gdzieś odeszły.
Nie jest to nic przyjemnego. Siedzieć w swoim pokoju i nie pamiętać co gdzie jest, nie pamiętać co się w nim przeżyło i czujesz się wtedy jak w zupełnie obcym miejscu, po chwili wchodzi do niego prawie obca kobieta, którą wszyscy nazywają Twoją matką, a Ty jej po prostu nie pamiętasz, tylko w środku czujesz takie coś, co podpowiada Ci, że to Twoja rodzicielka. Chodzisz po domu, w którym spędziłaś całe swoje życie, a nie wiesz nawet gdzie jest głupia łazienka. Wychodzisz na dwór i nie wiesz którą ulicą iść by dojść do swojej ulubionej kawiarenki Na początku czuje się bezsilność, a potem narastającą złość i na końcu gniew, bo za wszelką cenę chcesz sobie przypomnieć to wszystko, tylko nie możesz i nie pomagają lekarze, psychologowie i inni. Słyszysz tylko jedną i tą samą śpiewkę „Będzie dobrze, do tego potrzebny jest czas, na pewno sobie wszystko przypomnisz.” i tak w kółko.

~
Wszyscy starają Ci się pomóc, przychodzą, rozmawiają, przedstawiają się i opowiadają różne historie i historyjki, a Ty po wysłuchaniu ich i tak powiesz „Nie pamiętam.”. I tak jest, i tym razem. Siedzę a raczej siedzimy w trójkę w hali „Polonia” w Częstochowie. Jest ze mną Kamila i Monika, moje przyjaciółki. Czy je pamiętam? I tak, i nie. Z Moniką mam jakieś przebłyski z dzieciństwa, z Kamilą kojarzą mi się znowu kolacje o dziwnych nocnych porach, nie mogę nic stwierdzić na podstawie tych wspomnień, ale zdjęcia mówią same za siebie.
Siedzimy blisko boiska żebym wszystko dokładnie widziała. Jeden z psychologów powiedział, że jak będę robiła to co przed wypadkiem, moje wspomnienia szybciej do mnie wrócą. Podobno jeździłam na mecze i interesowałam się siatkówką i patrząc na dziewczyny dość mocno się tym interesowałam, więc jeżdżę na mecze i staram się coś sobie przypomnieć, z marnym skutkiem.
Na boisko wyszła drużyna gości, podobno wielka i niepokonana Skra Bełchatów, po drugiej stronie siatki dumnie prezentowała się drużyna spod Jasnej Góry. Patrząc na nich wszystkich nie kojarzyłam nikogo, czarna dziura, przyzwyczaiłam się do tego uczucia. Uważnie przypatrywałam się każdemu szczegółowi. Nic, jedno wielkie nic. Gra się zaczęła.
-Popatrz ten z numerem sześć to Karol Kłos, podobał Ci się, zawsze śmiałyśmy się z niego, że jest taki chudziutki i będziesz mogła go ciągnąc za żebro, bo tak mu wystają. - powiedziała Kamila i niepewnie na mnie spojrzała. Popatrzyłam na blondyna z szóstką na plecach faktycznie był aż za chudy jak na jego wzrost, przypatrywałam mu się dłuższą chwilę, ale nic. Żadnej nowej migawki, żadnego wspomnienia, nawet przebłysku. Westchnęłam tylko i ponownie skupiłam się na grze chłopaków. Pierwszy set został zapisany na konto bełchatowian. Krótka przerwa między kolejnym setem. Patrzyłam na każdego z nich ponownie, wręcz gapiłam się na nich, żeby tylko coś sobie przypomnieć.
-A tamtych dwóch to Fabian Drzyzga i Piotrek Nowakowski, Cichy Pit inaczej. Pamiętasz śmiałaś się zawsze z brwi Fabiana, że żyją własnym życiem, ja zawsze mówiłam, że masz spadać i lepiej popatrzeć na uciekające oko Kłosa. Wika przypomnij sobie! - powiedziała w końcu błagalnie, gdy zobaczyła, jak na nią patrze. Nie dziwię się jej, sama pewnie błagałabym ją żeby sobie przypomniała gdyby była na moim miejscu.
-Przymknij się i daj mi się skupić! - warknęłam na nią. Była wściekła, że ta cala cholerna metoda nie skutkuje, nie przynosi żadnych rezultatów. Jestem tym wszystkim już po prostu zmęczona.
Monika nie odzywała się w ogóle, tylko trzymała mnie za dłoń, co jakiś czas ściskając mocniej żeby dodać mi otuchy.
Zaczął się drugi set. Walka była wyrównana, punkt za punkt, gdy jedna drużyna odskakiwała na kilak punktów, druga momentalnie ją doganiała. Tłum kibiców zebranych na hali szalał, jak i za jedną tak i za drugą drużyną. Siatkarze otrzymywali tysiące braw, które miały ich zmotywować do jeszcze lepszej gry i tak też się stawało. Punkt za punkt, as serwisowy, cała hala wrzała. Drugi set został zakończony na przewagi i został zapisany na kącie AZS'u.
Hałas jaki robili kibice, chwilowo ustał, kolejna przerwa między setowa. Schowałam twarz w dłoniach, w głowie huczały mi obrazy, pełno obrazów, ale to nie były obrazy z przeszłości, wszystkie były teraźniejsze ani jednego małego skrawka wspomnień sprzed wypadku. W końcu poczułam jak po moim policzki spływa łza.
-Co się stało? - zapytała cicho blondynka. Spojrzałam na nią wzrokiem pełnym rozgoryczenia, wściekłości i bezsilności.
-Nic nie pamiętam. Rozumiesz?! NIC! - krzyknęłam, czym zwróciłam na nas uwagę kibiców i siatkarzy, co się dziwić skoro na hali była zupełna cisza i było słychać tylko prowadzącego, którego zdołałam zagłuszyć. Zabierając swoje rzeczy i przeciskając się jednocześnie przez trybuny, opuściłam mury hali „Polonia”.

~
Po prostu, wyszłam z domu, wsiadłam w autobus i pojechałam. Przypomniałam sobie w jaki autobus wsiąść aby pojechać do.. No właśnie gdzie? Tego już sobie nie przypomniałam. Nie powinnam była jechać, nie powinnam była jechać sama, przecież mi nie wolno, ale musiałam w końcu zrobić coś sama. Bez prowadzenia mnie za rączkę, muszę przecież na nowo nauczyć się samodzielności. Chociaż mogłam zabrać ze sobą Monikę , tak dla towarzystwa. Gdzie dojechałam? Chyba nie powinnam być zdziwiona, że wylądowałam w Jastrzębiu, w końcu kochałam kiedyś siatkówkę. Usiadłam na najbliższej ławce, bo właśnie skończyła mi się moja pamięć. Głupio to brzmi prawda?
Odetchnęłam ciepłym letnim powietrzem i poprawiłam okulary przeciwsłoneczne spoczywające na moim nosie. Jak na polskie zimne i deszczowe z reguły lato to dzisiaj było wyjątkowo gorąco. Przymknęłam lekko oczy rozkoszując się promieniami słońca. Zastanawiałam się co teraz mogę zrobić, w końcu nie znam tego miejsca, nie wiem gdzie iść. Nie wiem ile tak siedziałam, ale w końcu zdarzyło się to o czym mówili ci wszyscy lekarze. W końcu jakieś wspomnienia zaczęły przewijać się przez moją głowę. Wiedziałam jak dojść chyba na halę, przynajmniej tak mi się wydaje, że ten budynek to była hala. Pójdę prosto, w prawo, znowu chyba prosto i w lewo. Szłam powoli, oglądając wszystko dokładnie dookoła, chciałam wszystko zapamiętać, nawet najmniejszy szczegół. Strasznie się cieszyłam, że w końcu coś zaczyna dziać się w mojej głowie, moja rehabilitacja trwa już taki długi czas, a postępy dotychczas były prawie niewidoczne, ale w końcu coś zaczyna się dziać!
Już z daleka widziałam budynek jastrzębskiej hali sportowej. Nie wiem dlaczego, ale ten widok cieszył moje oczy. Uśmiech sam wpłynął na moje usta i nie chciał z nich zejść. Przeszłam przez przejście dla pieszych i już stałam przed halą. Nie, nie chciałam wchodzić do środka, po prostu chciałam na nią popatrzeć z nadzieję, że coś jeszcze sobie przypomnę. Usiadłam na pobliskiej ławce i patrzyłam, z torebki wygrzebałam mój telefon i zakładając słuchawki puściłam muzykę. Nie wiem ile tak siedziała, chyba dosyć długo, bo powietrze zaczęło się stopniowo ochładzać. Pomyślałam, że czas wracać do domu. Wstałam z ławki i chciałam iść tą drogą, którą tutaj dotarłam, jednak nie wiedziałam z której strony przyszłam. Zaczęłam nerwowo patrzyłam raz w lewo, raz w prawo. W pamięci znowu pojawiła się czarna dziura która pochłaniała to co sobie przypomniałam. Rozpłakałam się z bezsilności i usiadłam na ziemi. Nie wiedziałam co zrobić. Zadzwonić do domu? Przecież nawet nie będę potrafiła wytłumaczyć rodzicom gdzie jestem. Siedziałam na tej pieprzonej ziemi i nie wiedziałam co zrobić. Nie potrafiłam powstrzymać łez, one samoistnie leciały po moich policzkach. Nawet nie wiem kiedy ten ktoś się przy mnie pojawił, wiem, że coś do mnie mówił, ale przez to zdenerwowanie i histeryczny płacz nie byłam wstanie zrozumieć ani słowa. W końcu poczułam jak mocno chwyta mnie za ramiona, stawia do pionu i mocno mną trzęsie. Zaczęłam łapczywie chłonąć już chłodne powietrze do moich płuc, starałam się opanować i w końcu powoli zaczęło mi się to udawać. Nie płakałam już, ale ciągle nie potrafiłam opanować mojego szalejącego oddechu. Przez załzawione oczy w końcu udało mi się zobaczyć tego kogoś, stał przede mną wysoki, dobrze zbudowany brunet. Miał dziwny wyraz twarzy tak jakby trochę przestraszony a zarazem zdziwiony.
-Uspokój się, no już spokojnie. - powtarzał w kółko. Zaczęłam głęboko oddycha, coraz wolniej, az po pewnym czasie mój oddech w miarę się uspokoił.
-Powiedz mi co Ci się stało? - zapytał, dalej z tą samą miną. Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa.
-N-nic. - wyjąkałam, wycierając mokre policzki.
-Jak to nic?! Dziewczyno, jak Cie znalazłem z tego płaczu nie potrafiłaś złapać oddechu! - krzyknął na mnie, co wcale nie pomogło. Skuliłam się trochę ze strachu, co brunet od razy zauważył. - Przepraszam nie powinienem był krzyczeć, po prostu.. - nie dałam mu dokończyć.
-Ja ja nie wiem jak wrócić do domu, nie pamiętam gdzie mieszkam. - wydusiłam z siebie i znowu z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale nie dziwcie się mu, nie codziennie się słyszy, że prawie dorosła dziewczyna nie pamięta gdzie mieszka.
-Jak to nie pamiętasz gdzie mieszkasz? - zapytał głupkowato i podrapał się po głowie, pociągnę tylko nosem. -Dobrze, spokojnie jakoś sobie poradzimy dobra? Już nie płacz, zrobię wszystko żebyś wróciła do domu. - powiedział i poklepał mnie po ramieniu.
-Ja nic nie pamiętam, znowu nic nie pamiętam. - powiedziałam cicho. Byłam wściekła na siebie. Jak mogłam być taka głupia?!
-Jak masz na imię? - zapytał. -Jestem Zbyszek.
-Adrianna. - powiedziałam już w miarę normalnym tonem. -Ja, ja nie wiem jak mogłam być taka głupia i nie odpowiedzialna! - huknęłam nagle.
-Czasami popełnia się błędy. - powiedział spokojnie brunet. -Masz telefon, żebyś mogła zadzwonić do rodziców? - zapytał.
-Tak, tak mam, tylko, że ja nie wiem gdzie ja jestem. - powiedziałam trochę zawstydzona i spuściłam głowę.
-Ale ja wiem i Ci pomogę, dawaj ten telefon. - uśmiechnął się Zbyszek i wyciągnął rękę po mój telefon, podałam mu urządzenie. Brunet odszedł kawałek ode mnie, widziałam, że z kimś rozmawia, pewnie z kimś z mojej rodziny.
Odkąd brunet wrócił i usiadł koło mnie ani ja, ani on nie odzywaliśmy się. Nie wiem ile czasu tak siedzieliśmy, ale w końcu nadjechał samochód, łamiąc po drodze pewnie wszystkie zakazy ruchu drogowego, wyskoczył z niego mój tata. Od razu poderwałam się na równe nogi.
-Ada nic Ci nie jest?! - zapytał i jednocześnie przytulił mnie mocno do siebie. -Wsiadaj do samochodu.
Posłusznie skierowałam się w jego stronę i usadowiłam się na tylnej kanapie.
-Nie wiem jak mam panu dziękować. - powiedział mężczyzna zwracając się do bruneta.
-Każdy na moim miejscu tak by się zachował. - odpowiedział lekko skrępowany całą tą sytuacją Zbyszek. -Ja tylko nie rozumiem jak to się mogło stać, przecież ona wygląda na zdrową, normalną dziewczynę.
-Nie, nie każdy. Jeszcze raz panu dziękuję. - upierał się. -Ona, Ada miała wypadek, staram się przywrócić jej pamięć. Ona nawet pana nie poznała. Naprawdę dziękuje za pomoc. - powiedział szybko i skierował się do samochodu.
Tata się nie odzywał, nie wiem czy był zły, czy po prostu czekał aż pierwsza się odezwę. Byłam wściekła na siebie. Co by było gdyby to ktoś inny mnie znalazł i wcale mi nie pomógł? W tym momencie byłam tak strasznie wdzięczna Zbyszkowi. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że nawet mu nie podziękowałam. Spojrzałam przez okno, samochód jechał z przepisową prędkością, więc mogłam podziwiać krajobraz za oknem. Bałam się, że jak wrócę do domu, rodzice będą na mnie wrzeszczeć, a co gorsza stracą do mnie zaufanie i już nic nie będę mogła zrobić samodzielnie.
-Przepraszam. - powiedziałam w końcu.
-Nic się nie stało kochanie, już jest dobrze. - powiedział tata po chwili. Westchnęłam tylko i przymknęłam powieki.
______________________
padła kolej na Zbigniewa B. jego będzie kilka części, tak ze dwie ewentualnie trzy. 
jak tam po świętach? ; )